Zmartwychwstanie

Jak interpretować tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa w kontekście myśli ezoterycznej? Czy w ewangeliach synoptycznych można doszukać się wskazówek dla ludzkości, które mają prowadzić do realnej rezurekcji każdego z nas?

PUSTY GRÓB

„A gdy minął sabat, Maria i Magdalena, i Maria Jakubowa, i Salome (…) przyszły do grobu – pisał apostoł Mateusz, wspominając wydarzenia, które rozegrały się po śmierci Jezusa. – I mówiły do siebie: Któż odwali nam kamień od drzwi grobu. Ale gdy spojrzały, zauważyły, że kamień był odwalony; był bowiem bardzo wielki. A gdy weszły do grobu, ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie, odzianego w białą szatę i zdumiały się bardzo. On zaś rzekł do nich: Nie trwóżcie się! Jezusa szukacie Nazareńskiego, ukrzyżowanego; wstał z martwych, nie ma go tu, oto miejsce, gdzie Go złożono”. (Mateusz 16.1-6)

Tajemnica wielkanocnego misterium wciąż niepokoi, wzbudza wiele emocji. Stanowi ona najważniejszy dogmat wiary chrześcijańskiej. Bez Zmartwychwstania chrześcijaństwo nie miałoby żadnego sensu. Wiara chrześcijan byłaby – jak zaznacza święty Paweł – daremna. Wszak gdyby nie pewność, że umęczony na Kalwarii Zbawiciel powstał z martwych trzeciego dnia, po sabacie, w niedzielę, nikt nie miałby rękojmi, że pokonawszy śmierć Drugi Adam zgładził nasze grzechy i otworzył przed nami wrota wiodące do zbawienia.

Chrześcijanin nie może wątpić w Zmartwychwstanie. Na Zmartwychwstaniu opiera się cała Dobra Nowina. Najdobitniej wyraził tę myśl święty Paweł, oświadczając w Liście do Rzymian: „Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego (czyli Adama – uwaga J.W.S) śmierć zakrólowała (…) o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości (płynącej z wiary w Zmartwychwstanie – uwaga J.W.S) królować będą w życiu z powodu Jednego – Jezusa Chrystusa”.

I nadmieniając gdzie indziej: „To wiedzcie, że dla zniszczenia grzesznego ciała dawny człowiek został razem z nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Otóż, jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że
Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad nim nie ma władzy. Bo to, że umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla Boga. Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie”. (Do Rzymian 5.17 o 6.6-11).

Słowa te można interpretować na różne sposoby, spór zaś o ich rozumienie trwał od początku istnienia chrześcijaństwa. Skoro bowiem Jezus, jako Nowy Adam, odkupił wszystkich – wszystkie żyjące i przyszłe pokolenia – oraz zmazał występek Pierwszego Człowieka, odbudowując nową więź ludzi z Bogiem, Jego ofiara faktycznie musi być ostatnią i ostateczną. Nie może być – innymi słowy- powtórzona, co święty Paweł z całą mocą podkreśla w Liście do Hebraj- czyków. Lecz żeby chrześcijanin mógł się narodzić na nowo, także musi umrzeć „w Jezusie Chrystusie”. Musi w śmierci Zbawiciela odnaleźć łaskę życia. Teologia Pawłowa zaczyna w tym miejscu mówić językiem misteryjnych religii starożytności; religii, z którymi formujący się Kościół walczył na wszelkie możliwe sposoby. Były to kulty, w których adept poprzez symboliczną śmierć otrzymywał nowe życie. Kościół nie chciał być jedną z wielu religii. Przeciwnie. Utrzymywał, że to jemu i tylko jemu wręczono klucze prawdy, i to prawdy odmiennej od nauk głoszonych przez kapłanów Mitry, Serapisa czy Izis.

CHRZEST

Przeobrażający się coraz bardziej w hierarchiczną organizację, mocno osadzoną
w „tym świecie”, Kościół stanął tedy przed nader istotnym dylematem. By go rozwikłać, położył nacisk na historycznym, uniwersalno-soterycznym
aspekcie Golgoty. Ofiara dokonała się raz, „za Poncjusza Piłata”, człowiek zaś, jeśli chce otrzymać łaskę zbawienia, musi poddać się obrzędowi chrztu. W trakcie chrztu chrześcijanin „umiera dla grzechu”. Chrzest jest wszak „zanurzeniem w Jezusie Chrystusie”, „zanurzeniem w śmierci”, „pogrzebaniem”, a z chwilą wydobycia z wody – antycypacją powstania z martwych w końcu dziejów. Sęk w tym, że pierwsze pokolenia chrześcijan znały dwa chrzty: z wody i z Ducha Świętego. Ten pierwszy chrzest zwany był „chrztem Janowym” (chodzi
o Jana Chrzciciela) i kojarzony z „umieraniem”. Ten drugi, jako rezultat zielonoświątkowego misterium, owocował przywróceniem do życia w nowej, duchowej postaci. Obrazowo ukazywano go jako „napełnienie Duchem”, czego
świadectwem winny być takie fenomeny jak „mówienie języ-
kami”, „prorokowanie” „czynienie cudów” itp.

Wszystko to w każdej chwili mogło wyłamać się spod kontroli, jaką wiernym narzuciła kościelna hierarchia. Duch wszak – jak wiadomo – chodzi tam, gdzie chce i dokąd chce. Nie może być ograniczany. Nie mając względu na osobę, nie liczy się też z duchowymi autorytetami. Dlatego duchowi przywódcy Kościoła szybko zrezygnowali z chrztu dorosłych (z wyjątkiem konwertytów
i nawracanych „pogan”), preferując chrzest osesków lub małych dzieci (i to nie przez zanurzenie, lecz pokropienie), a następnie przemienili spontaniczne misterium chrztu Ducha w nudny obrzęd bierzmowania, poddając młodych adeptów intensywnemu szkoleniu i traktując ceremonię jako egzamin z nauk o dogmatach chrześcijaństwa.

Operacja ta, z której rezultatem spotyka się każdy katolik i wyznawca prawosławia odebrała obu formom chrztu wszelkie cechy rzeczywistej inicjacji. Co z tego bowiem, że chrzest Janowy, czyli „z wody”, zmazuje „grzech pierworodny”, skoro fakt ów w najmniejszym stopniu nie zmienia niczego w świadomości nowego chrześcijanina? Zmiana ta jest przecież warunkiem sine qua non każdego wtajemniczenia! Żeby „umrzeć”, trzeba w i e d z i e ć, że się „umarło”! Nieprzypadkowo właśnie po chrzcie w Jordanie, którego Jezusowi udzielił Jan Chrzciciel, na głowę tego pierwszego spłynęła gołębica – moc Ducha Świętego, moc o d r o d z e n i a. I nieprzypadkowo Jezus zaraz po tym udaje się na pustynię (znamienny etap każdej inicjacji), gdzie jest kuszony. gdzie pości i skąd powraca, by głosić Dobrą Nowinę już jako nowy człowiek – Chrystus, Syn Boży.

WEDŁUG JANA

Na szczęście obok dominującego nurtu chrześcijaństwa egzoterycznego, zinstytucjonalizowanego, istniało jeszcze chrześcijaństwo ezoteryczne. W czasach świętego Pawła oba te nurty poczęły się rozdzielać i, mimo wysiłków
„apostoła pogan”, rozeszły się ostatecznie pod koniec pierwszego stulecia po Chrystusie. Ezoterycznemu chrześcijaństwu najbliższa była tradycja, którą uosobił po śmierci Piotra święty Jan, ukochany uczeń Mistrza. Ewangelia tego
ostatniego stała się natchnieniem dla wszystkich chrześcijan-ezoteryków. Jest ona przesiąknięta myślą gnostyczną i misteryjną, co różni ją zasadniczo od ewangelii synoptycznych – Mateusza, Marka i Łukasza. Opisywany w niej Jezus
to zstępujący z niebios Logos-Słowo, to światłość wszystkich ludzi zapewniająca życie, to znak wyzwania i sprzeciwu rzucony kosmosowi ciemności i jego rządcy – szatanowi. Między Jezusem a światem reprezentowanym przez Żydów trwa spór zakończony Krzyżem, zwycięstwem Rezurekcji i Przymierzam oraz nowym przykazaniem wzajemnego miłowania się.

Tradycja Janowa nie negowała uniwersalno-historycznego znaczenia Kalwarii. Wręcz przeciwnie. Najdoskonalej bodaj ze wszystkich ewangelii ukazywała bosko-człowieczą naturę Syna, która z jednaką siłą ujawniała się na wszystkich płaszczyznach bytu: na płaszczyźnie kosmicznej jako Słowo, na płaszczyźnie historycznej jako Jezus z Nazaretu, na płaszczyźnie uniwersalnej i nadnaturalnej jako Chrystus-Mesjasz złożony w ofierze za upadłą ludzkość i last but not
least na płaszczyźnie Iudzkiej. tj. w relacji z konkretną społecznością (uczniów, Żydów, pogan) i z każdym, pojedynczym człowiekiem.

Nie można się przeto dziwić, że szukający natchnienia w ewangelii świętego Jana chrześcijanie-ezoterycy nieco inaczej widzieli tajemnicę obu chrztów. Punktem wyjścia ich rozważań i misteryjnej praktyki była scena opisana w trzecim rozdziale ewangelii ulubionego ucznia. Mowa tam o przybyciu w nocy do ukrywającego się przed Żydami Jezusa dostojnika żydowskiego Nikodema. Stanąwszy przed obliczem Mesjasza, Nikodem składa głośną deklarację, mówiąc, iż uznaje Go za nauczyciela, który przyszedł od Boga. W odpowiedzi padają zagadkowe słowa, które z pozoru nie mają żadnego związku z owym
oświadczeniem: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli ktoś nie narodzi się na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego”.

Kiedy zdumiony Nikodem zadaje pytanie, jak to możliwe, by człowiek w podeszłym wieku mógł się ponownie narodzić, skoro nie może wejść znów do łona matki, Jezus oznajmia: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: jeśli ktoś nie narodzi się z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw
się, żem ci powiedział: Musicie się na nowo narodzić. Wiatr (gr. pneuma- dech, tchnienie, duch – uwaga J.W.S) wieje, dokąd chce i szum jego słyszysz, ale nie wiesz skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził
z Ducha”.

Gdy całkowicie Wytrącony z równowagi Nikodem znowu pyta: „Jak to się stać może?”. Jezus rzuca ironicznie: „Jesteś nauczycielem w lzraelu, a tego nie wiesz?” I dodaje, czyniąc aluzję do Golgoty: „A jak Mojżesz wywyższył Węża w Pustyn, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto w Niego uwierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie po to Bóg Syna na
świat posłał, by sądził świat, lecz aby świat był przezeń zbawiony”.

Nawet pobieżna analiza tego tekstu jednoznacznie dowodzi, że misterium chrztu jako wrót prowadzących do wiecznego życia musi mieć charakter inicjacyjny, a nie tylko ceremonialny i soteryczny. Wzorem Nikodema – twierdzą
ezoterycy – każdy „uczeń Królestwa” winien samotnie, „w nocy” (tj. przeszedłszy „ciemną komnatę” lęku i próby) przybyć do Jezusa zamieszkującego ludzkie serce i otwarcie uznać w Nim swego Przewodnika. Wtedy otrzymuje pouczenie o dwóch rodzajach chrztu, które oznaczają „śmierć” (chrzest Janowy, z wody) i zmartwychwstanie (chrzest Ducha) będące nowymi narodzinami w Duchu, czyli uzyskaniem duchowej, nieśmiertelnej postaci. Tajemnica tej spirytualnej transsubstancjacji pozostaje niewyjaśniona, jednakże przyjęcie jej musi dokonać się całkowicie świadomie – osoba nieukonstytuowana psychicznie, fizycznie i duchowo nie może wszak u w i e r z y ć w Syna Człowieczego. I nie może też doświadczyć przemiany: podążyć do światłości i ujawnić w jej blasku swoje uczynki.

EZOTERYCZNE CZYTANIE
EWANGELII

Usuwając w cień historyczny aspekt opowieści o życiu
i nauczaniu Jezusa oraz przykładając mniejszą wagę do dziejowych wydarzeń rozegranych „za Poncjusza Piłata”, ezoterycy zawsze podkreślali ponadczasową wartość opisanych w ewangeliach faktów. Mówiąc inaczej, chrześcijanin-ezoteryk nie interesuje się problemem historyczności Jezusa ani też nie dzieli Go – jak czynią to niektórzy katoliccy teologowie – na „Jezusa historii” i „Jezusa wiary”. Ezoteryk wychodzi bowiem z założenia, że skoro „to samo jest w górze, co i na dole” (święty Paweł zastąpił „górę” niebem, a „dół” ziemią), to Chrystus transcendentny (Logos) i Chrystus immanentny (za-
mieszkujący w sercu człowieka) są jednym i tym samym Chrystusem. Który, wstąpiwszy w ciało Jezusa z Nazaretu w czasie chrztu w Jordanie żył i działał w Palestynie między 30 a 33 rokiem naszej ery. Tchnące mityczną atmosferą rozdziały ewangelii, traktujące o poczęciu, przygodach Marii i matki Jana Chrzciciela, Betlejem itd., ezoteryk odczytuje jako opowieść o zbudzeniu, wzroście i ujawnieniu w sercu przygotowującego się do inicjacji człowieka chrystusowej iskry. By tak się stało, konieczne było Misterium Kalwarii – wywyższenie Jezusa Chrystusa i Jego rzeczywiste, historycznie poświadczone
Zmartwychwstanie. Wszelako skoro i my mamy wkroczyć na tę ścieżkę. musimy uznać w Chrystusie Drogę, Prawdę i Żywot (deklaracja Nikodema), po czym „zanurzyć się w śmierci” (chrzest Jana) i odrodzić w Duchu (chrzest Ducha).

Chrzest Jana jest – wedle ezoteryków – chrztem cielesnym – śmiercią starego człowieka uosabianego przez ostatniego proroka Starego Testamentu. Z tą chwilą stary człowiek (nieprzypadkowo Nikodem jest starcem) poczyna ustępować miejsca nowemu – temu, który przyjdzie (w momencie pojawienia się na arenie dziejów Jezusa misja Jana Chrzciciela traci swoją moc, sam zaś Jan „się umniejsza”). Aktem wieńczącym ów proces powolnej redukcji jest Krzyż – obumarcie i ofiara złożona „za grzechy”. Wtedy dopiero dochodzi do Zmartwychwstania, do chrztu Duchem, do zieIonoświątkowego misterium opisanego w pierwszych rozdziałach Dziejów Apostolskich. Gdyż chrześcijaninem człowiek nie rodzi się ani „z ciała”. ani „z tradycji”. Chrześcijaninem człowiek staj s i ę codziennie; staje się nim „z Ducha”. I to właśnie różni chrześcijaństwo od wszystkich innych religii, od wszystkich innych dróg, jakie Stwórca przygotował dla ludzkości.

Dla „Nie z tej Ziemi” – Jan Witold Suliga

Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.