ZABÓJCZE UPAŁY


Dla Nie z tej Ziemi: Andrzej Korman

Po raz pierwszy Anioł Śmierci pojawił się w Chicago w połowie lipca 1995 roku. Termometr doszedł wtedy do 41 stopni Celsjusza w cieniu.

Chicago 1995
Olbrzymie jezioro Michigan wcale nie łagodziło sytuacji. Przeciwnie –przydawało jedynie powietrzu wilgoci, przez co tzw. temperatura odczuwalna szacowana była na „około 50 stopni”. Topniał asfalt, gięły się szyny kolejowe, zaczęły się przerwy w dopływie prądu, co chwila stawała klimatyzacja dodatkowo stresując i tak już prze- rażonych mieszkańców. Gorące i duszne noce nie przynosiły ulgi. Nagle pojawiły się sygnały, że ludzie starzy, zwłaszcza ci z biednych dzielnic, z mieszkań bez klimatyzacji zaczynają umierać. Udar cieplny, uczucie płonięcia, temperatura ciała dochodząca do 43 st. C.

Służby miejskie, także medyczne, były zupełnie nieprzygotowane na taki obrót rzeczy. Po raz pierwszy okazało się, że upały w wielkim mieście stanowią nie tylko przejściowy dyskomfort, ale też, w pewnej sytuacji, mogą nieść ze sobą poważne i powszechne zagrożenie życia. Starcy umierali samotnie w swoich mieszkaniach, nie wiedząc czy powinni i ewentualnie do kogo zwrócić się o pomoc. Czasem siedzieli bezradnie przy otwartym oknie i tak odchodzili. Urzędy do pewnej chwili zgony te uznawały za naturalne. Po prostu było wszystkim bardzo, bardzo gorąco.

Najwyższa temperatura w czasie tych 12 piekielnych dni przekroczyła 44 stopnie. Mniej więcej po tygodniu władze miasta zaczęły zdawać sobie sprawę, że to nie jest „zwyczajny” upał. Doliczono się już 750 ofiar cieplnego udaru. Zaczęto szukać gwał- townie jakichś środków zaradczych; pojawiły się ostrzeżenia w mediach, porady jak bronić się przed odwodnieniem, przegrzaniem, gdzie dzwonić po pomoc. Natychmiast uaktywniono wszystkich pracowników służb socjalnych. Oni mieli najlepsze rozeznanie o ludziach, którzy mogą potrzebować pomocy. Krótko mówiąć: z amerykańskim prag- matyzmem starano się problem rozpoznać i rozwiązać. Liczba ofiar przestała rosnąć. W sumie dramat chicagowski stał się pożytecznym szokiem, który pozwolił opracować wspólną (magistrat, szpitale, policja, media, pracownicy socjalni, a nawet przedsiębiorstwa pogrzebowe) procedurę na każdy rodzaj zagrożenia powszechnego.

Paryż 2003
O problemach Chicago zrobiło się głośno w naszej globalnej wiosce. Ale choć Chicago powinno dać do myślenia wszystkim wielkim aglomeracjom świata – zarozumiały Paryż puścił tę przestrogę mimo uszu. I szybko miał tego pożałować. Z po- czątkiem sierpnia 2003 roku Paryż tradycyjnie opustoszał. I choć rozmaite władze nieustannie namawiają do bardziej równomiernego rozkładania urlopów – do dziś nic nie jest w stanie odwieść francuskiego mieszczucha od stadnego opuszczania miasta. W sierpniu 2003 r. w Paryżu został tylko ten, kto musiał. Często był to ten, kto musiał z powodu wieku lub ubóstwa.

Nie bez znaczenia dla dramaturgii zdarzeń był też fakt, że w tym czasie zaledwie 6% paryskich domów miało klimatyzację. Zarówno sami mieszkańcy, jak i władze uważały bowiem, że w umiarkowanym paryskim klimacie nie jest to niezbędne. Także w szpitalach. Dlatego te 900 ofiar, które zmarły w Chicago na udar w ciągu 12 dni – w Paryżu padło w ciągu trzech pierwszych dni. A fala dopiero zaczęła się wznosić. Ludzie masowo umierali w szpitalach, na OIOM-ach, a zdziesiątkowani przez urlopy lekarze byli bezradni. Później wyliczono, że aż 42% ofiar zmarło właśnie w szpitalach, 35% – w domach, a 19% w schroniskach dla ludzi starych. Na domiar złego długo nie zdawano sobie sprawy z powagi sytuacji. Przez kilka dni władze udawały, że nic się nie dzieje. Wreszcie minister zdrowia nagrał na swojej daczy wezwanie o cierpliwość i spokój i potekcjonalnie zapewnił, że wszystko jest pod kontrolą. Tymczasem ludzie umierali wszędzie.

Niebawem nie było już miejsc nie tylko w kostnicach, ale też w nowowybudowanej, olbrzymiej chłodni mięsnej – na szczeście jeszcze niazagospodarowanej przez rzeźnię. 10 sierpnia zrozpaczeni lekarze wystosowali poprzez media apel o skoordynowanie pomocy potrzebującym, a przy okazji udzielili też ludziom paru praktycznych rad. Wszystko to jednak odbyło się za późno i w niewystarczającej skali. Efekt – po 2 tygodniach upałów Paryż doliczył się ponad 5 tys. ofiar. Do ludzi zaczęło docierać też, że przeważnie nie były to ofiary nieuniknione i że nawet po odejściu fali gorąca umieranie będzie jeszcze jakiś czas trwać.

Zapowiedzi naukowców, że nasz klimat „dziczeje” sprawdzają się co do joty. Tak jak z powodziami, wichurami czy śnieżycami, musimy liczyć się także z długotrwałymi falami upałów. Służba zdrowia, podobnie jak wszystkie inne służby publiczne powinny się do tego przygotować. I każdy z nas indywidualnie.

Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.