Te głupie komputery


Zarozumiała ludzkość już, natychmiast, chciała mieć energię atomową – a dostała: bombę, która zniszczyła Hiroszimę i Nagasaki z ich całą populacją, Czarnobyl z jego złowróżbnymi skutkami, a także całkiem niedawno Fukushimę, która napromieniowała pół Japonii po gigantycvznym tsunami. Zapragnęła również wiecznego życia, a zaatakowała ją znienacka AIDS.

Nasz wieszcz Adam Mickiewicz, który w swej zarozumiałości sam wadził się z Panem Bogiem, tak przewidywał jednak losy człowieczych inwencji, pisząc między innymi o wynalazku samolotu:

»…jest bliski odkrycia, wszakże
Opatrzność nie objawi go wprzód, aż nie udoskonali się pewna ilość moralności w masach. Tak Rzymianom nie objawiła prochu, bo zniszczyliby świat…«

W mózgu ludzkim 10 do 10 potęgi komórek nerwowych przypada na jeden litr objętości. Komputerom daleko jeszcze do takiego zagęszczenia jak w głowie ludzkiej elementów informatycznych. W swym zadufaniu w rozwój nauki i w swe maksymalne szanse człowiek sądził, i jeszcze nadal sądzi, że w postaci komputerów może sam siebie powielić, niektórzy złośliwie powiadają: odciążyć nie tylko ciało od pracy fizycznej, lecz także i mózg od ciężaru myślenia.

Jak trudne jednak jest poznanie otaczającego nas świata i także nas samych, niech zaświadczy chociażby taki przykład z dziedziny współczesnej fizyki, która, chcąc nie chcąc, pozwala sobie i swoim koryfeuszom rościć pretensje do najnowszych filozoficznych uogólnień, jakkolwiek i oni sami, fizycy, odkrywając coraz więcej, zdają się wiedzieć coraz mniej: za wiele nowości naraz, typowe embarras de richesse.

Jądra atomowe, straszliwy ciężar całego pasma największych gór świata – Himalajów – razem zebrane, zmieściłyby się w zwykłej szufladzie biurka! Z czego więc, do diabła, są właściwie góry jeśli najważniejszy ich materiał konstrukcyjny potrzebuje w gruncie rzeczy tak mało, tak bardzo mało miejsca?

Wyobraźnia nie była w stanie sprostać rozbabranym i nie poskładanym, świeżo odkrytym prawom nauki. Przepaść wzrastała między wiedzą specjalistów a możliwościami percepcyjnymi zwykłego zjadacza chleba.

O fizyce powiedział jeden z jej awangardowych twórców, Erwin Schroedinger: »remont, filozofom wstęp wzbroniony«. Było to z jednej strony zrozumiałe oskarżenie maea dla profanów, z drugiej jednakże szczere wyznanie własnej niemożności, tych co stają najbliżej tajemnic ludzi i Wszechświata. W naszych czasach, po ogromnej katastrofie wojennej, która zabrała miliony istnień i nauczyła wszystkich spojrzenia z dystansu na własne twory, na paradoksy osiągnięć współczesnej nauki i techniki – niektórzy fizycy i matematycy zabierają się niespodziewanie do rozbierania murów dzielących magów od profanów. Powiedzenie Schroedingera jakby traci na aktualności, czynniki etyczne zaczynają odgrywać w tym »burzymurstwie« większą role niż kiedykolwiek w historii ludzkości nowożytnej – od czasów Mikołaja Kopernika. On wprawdzie wstrzymał istotnie Słońce i ruszył Ziemię, ale jednocześnie zdetronizował niejako człowieka, odebrał mu rolę głównego bohatera Wszechświata, wyznaczając najważniejsze odtąd zadanie: maksymalnej obiektywizacji wiedzy. Jak gdyby było to istotnie możliwe i w pełni uzasadnione. Dziś pojęcie obiektywizacji nabiera nowego charakteru. Obciąża się uczonych za to, co robią, a prawdę odkryć ocenia się także, i to coraz bardziej, z moralnego punktu widzenia.

W swojej prognozie wydarzeń naukowych i filozoficznych świata, opublikowanej pod koniec lat 90-tych za pośrednictwem słynnego francuskiego wydawnictwa Gallimarda – Stanisław Lem od czci i wiary odsądzał zbliżający się rok 2000. W tym bowiem świecie, jego zdaniem, wszystko, co się zdarzy, będzie naiwne i bezsensowne. Lemowi i uczonym marzyła się nauka jako szczyt, jako podstawowa baza do filozoficznych wzlotów – jakaś zbiorowa zobiektywizowana metaświadomośc ludzkości.

Taki był zresztą z całą pewnością paradygmat zracjonalizowanego przez naukę do ostatnich granic wytrzymałość i, zmiennego ludzkiego umysłu. Właśnie ta zmienność i mała stabilność mentalności człowieczej sprawiała, że jednocześnie z wiarą w całkowitą poznawalność świata i wszechświata musieliśmy wszyscy znosić potworności jakże nielogicznego i barbarzyńskiego totalitaryzmu – włoskiego, hitlerowskiego czy stalinowskiego, oraz jeszcze okrutniejsze łajdactwa wojny światowej, a teraz zmagć się z wrogami świata – czyli niewidzialnymi armiami terrorystów. Szczytem paradoksu jednoczesnego istnienia racjonalistycznej utopii typu platońskiego i średniowiecznej zarazem głupoty, punktem kulminacyjnym starego paradygmału było zrzucenie- bomby atomowej niewątpliwie największego naukowego sukcesu ludzkości na miliony niewinnych ludzi z Hiroszimy i Nagasaki.

Oczywiście jeszcze istnieje i do tej pory, mimo przeszłych ciężkich doświadczeń, wielu, którym nadal się marzy jako szczyt filozofowania jakaś zbiorowa zobiektywizowana meta świadomość ludzkości. Kto tak rozumuje, musi się narazić i na kiytykę współczesnych, i na własne rozczarowania.

Wszystko przecież, co odkrywamy i poznajemy na zewnątrz i wewnątrz siebie – mimo użytego tu przeze mnie pluralisu /my odkrywamy, my poznajemy/ – sprowadza się do JEDNOSTKOWYCH odkryć i stwierdzeń.
Każde badanie i każde uogólnienie badań i obserwacji musi przejść przez filtr świadomości jednostek. Nie egzystuje jakaś zbiorowa Świadomość. Ludzkość próbuje tylko tworzyć magazyny zbiorcze swej jednostkowej wiedzy, posługując się przeróżnymi środkami informatycznymi. Nie potrafi jednak bo tak została skonstruowana, stworzona – zbiorowo, wspólnie myśleć. Nic takiego! Świadomość człowieka jest zawsze jedynie świadomością pojedynczą.

Dobrze, że tę oczywistą prawdę nauka współczesna wbudowuje w swoje działania. Dlatego sensację wzbudziła lata temu trudna piekielnie książka profesora Rogera Penrose’a z Oxfordu /w Anglii/ pt. Nowy rozum imperatora. Jak bardzo nie doceniał on swego sukcesu, świadczy pytanie, które zadał swojemu przyjacielowi: »Czy uda mi się za zarobiony grosz kupić nowy samochód?« Trudno mu było uwierzyć, że na swej piekielnej książce udało mu się zarobić nie na jeden tylko samochód.

Penrose to matematyk, a także fizyk – obie dziedziny przez niego reprezentowane należały do objętych Schroedingerowskim »remontem«. Aż tu nagle, zupełnie jak i w sprawach politycznych, zwykli ludzie zwalają bariery i mury, i sięgają tam, gdzie – jak się dotąd wydawało – nie można
czy nie wolno im było sięgnąć.

Żyjemy w czasach, w których żelazne kurtyny dzielące ludzkość rozpadają się również w sferze duchowej i intelektualnej. I już sam ten fakt to rewelacja dużej klasy. Ale rewelacją stały się także tematy zaatakowane
przez Penrose’a w tym jego Nowym rozumie imperatora. O jakiego samodzierżcę tu chodzi? Za królową nauk uważa się fizykę, za imperatora wszechnauk – matematykę. Książka podejmuje ostrą dyskusję z głosicielami
szans sztucznej inteligencji, którzy uważają, że wystarczyłoby chociażby osiągnąć w technicznych »sztucznych mózgach«, czyli komputerach, to samo »stężenie« elementów informatycznych, co ilość neutronów w mózgu, a już mamy prawie całych sztucznych ludzi z inteligencją, świadomością i intuicją.

Penrose należy do tych najśmielszych w nauce, co to potrafią wyjść z własnych, uzbrojonych w dowody eksperymentalne opłotków na szerokie pola swobodnej spekulacji i wynikających z niej ważnych uogólnień. Tak, potrzeba mieć odwagę, aby głosić coś, co się zawiera w mglistym przedziale między najściślejszą nauką, posługującą się geometrią fraktalną /tą, która odnosi się do teorii Einsteina/, teorią liczb czy też fizyką kwantową – a fantastyką. Z odpowiednio przyrządzonych niestrawnych naukowych ingrediencji powstaje intelektualna potrawa, jadalna dla wszystkich zjadaczy chleba powszedniego. I jest dowodem przełamania sztucznie lub bezwiednie stawianych barier. W końcu okazuje się, że wcale nie ma przepaści między sposobem myślenia zwykłych i niezwykłych jednostek. I już sam ten nagi fakt określa rewelacyjność książki Penrose’a. Obok jej głównego tematu – dyskusji o szansach zbudowania prawdziwej sztucznej inteligencji, czegoś, co wiernie imitowałoby mózg żywej istoty myślącej. Uczony w ogóle odmawia komputerom takich szans, utrzymuje, że świadomość i intuicja są zupełnie poza możliwościami komputerów, choćby najwyższej klasy. Rządzą naszymi umysłami prawa fizyki jeszcze nie znane, nie odkryte dotychczas. Pomysł immanentnej, jakby wewnątrz komputerów wbudowanej ich… nieświadomości i braku intuicji wynika z doświadczeń Penrose’a, z jego zmagań z materią naukowych puzli. Procesów świadomości nie tłumaczą w żaden sposób współczesne prawa fizyki. Odpowiedź na zagadki świadomości nadejdzie, gdy uda się ujednolicić teorię względności Einsteina – zagadnienia powszechnego ciążenia – z teorią kwantów, z porcjowymi, nie zaś ciągłymi zjawiskami energii i materii. Obydwie teorie pozostają na razie niespójne matematycznie, niekompatybilne, a fizycy narzekają na kłopoty w tworzeniu kwantowej wersji grawitacji.

Granicą wiedzy o mechanice Kwantowej jest możliwość wyjaśniania sprawy nagłych przeskoków podstawowych cząstek materii z jednych poziomów energetycznych na inne, bez stopniowego ich przechodzenia przez przestrzeń między poszczególnymi poziomami energetycznymi. Penrose nie ma jeszcze dowodów na swe niezwykle śmiałe spekulacje filozoficzne, dotykające jak gdyby istoty naszego istnienia. Przypuszcza jednak, że podobnie jak z cząstkami podstawowymi materii dzieje się również z wielkimi komórkami mózgu. Akt twórczego rozumowania – suponuje – to zewnętrzna manifestacja neuronów – komórek mózgowych – wykonujących kwantowe skoki energetyczne. A ponieważ komputery nie pracują przecież według zasad fizyki kwantowej, nigdy nie posiądą świadomości i zdolności intuicyjnego percepowania zjawisk. Trudna jest ta książka brytyjskiego fizyka i matematyka, drażniąco dla wielu uczonych brzmią jego spekulacje. Jest to jednak jak gdyby jeszcze jeden z wielu już obecnie przykładów poszukiwania przez naukę istoty nadrzędnej, Pana Boga. Coraz więcej i coraz częściej nauka odkrywa pomosty między materialnym a niematerialnym. Teoria żywej Ziemi, naszej planety hodującej życie, opiera się na dowodach, na informacjach pochodzących z doświadczeń. To samo z antropijną teorią pochodzenia życia na naszej planecie, zdającą się potwierdzać istnienie świata i wszechświata dla nas, dla ludzi, a nie ludzi dla świata – ludzi przypadkowo powstałych lub mogących powstawać wszędzie tam, gdzie życie natrafi na sprzyjające mu warunki. Naszego życia nie należałoby więc rozpatrywać ani jako przypadek, ani jako »naturalną« konieczność. Najnowsza nauka otwiera drzwi ku nieznanemu – ku filozofii i religii. Warto to sobie przemyśleć.

Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.