Tajemniczy grobowiec cesarza Chin

Największy grobowiec w historii ludzkości budowało przez 35 lat 700 tysięcy Chińczyków. W jego wnętrzu znajdują się nieprzebrane skarby. Archeolodzy wiedzą gdzie się znajduje, ale obawiają się go otworzyć. Podobno po 2200 latach w podziemnym kompleksie płynie nadal rtęć, grobu cesarza strzegą automatyczne kusze z zatrutymi grotami a w zetknięciu z powietrzem bezcenne skarby sprzed tysięcy lat mogą rozpaść się w proch.


Grobowiec Qin Shihuanga – pierwszego cesarza, który zjednoczył Chiny (259-210 p.n.e.) to najbardziej fascynujące miejsce pochówku na świecie. Cała nekropolia o powierzchni 56 kilometrów kwadratowych, położona zaledwie 35 kilometrów od 8 milionowego miasta Xian, gdzie zaczynał się „jedwabny szlak”, jest najbardziej strzeżonym miejscem Chin. I nic dziwnego.

Tysiące turystów ogląda każdego roku słynną „terakotową armię” nie przeczuwając, że w zasięgu ręki znajdują się niewyobrażalne skarby. W roku 1974 trzech chińskich chłopów podczas kopania studni trafiło na terakotową głowę wojownika. Kiedy archeolodzy rozkopali jamę ich oczom ukazały się tysiące wojowników w naturalnych rozmiarach. W ciągu kilkudziesięciu lat odkopano ponad 6000 terakotowych żołnierzy ale – zdaniem archeologów – jest ich czterokrotnie więcej. Mieli strzec grobu cesarza.

Terakotowa armia, rozmieszczona w szyku bitewnym , która zapiera dech w piersiach, to zaledwie przedsionek podziemnego mauzoleum. Zlokalizowana półtora kilometra od góry Li, jest tylko jednym z 200 dalszych miejsc, do których dokopali się archeolodzy. Znaleźli w nich naczynia z brązu, naturalnej wielkości figury wozów i naczyń. Terracotta_Warriors4

Krok za krokiem archeolodzy zbliżają się do miejsca pochówku cesarza odkrywając bezcenne dzieła sztuki. W kolejnej, podziemnej jamie znaleziono rydwan z brązu naturalnej wielkości ciągniony przez konie. W wykopie o powierzchni 600 metrów kwadratowych, coraz bliżej mauzoleum cesarza, odkryto chińskie instrumenty muzyczne (cesarz fascynował się muzyką).

Archeolodzy z ogromną ostrożnością drążą liczne sztolnie. Nie tak dawno znaleziono fundamenty wielkiego pałacu o wymiarach 690 na 250 metrów. We wnętrzu ufortyfikowanej budowli znajduje się 18 budynków. Całość jest tylko czterokrotnie mniejsza niż Zakazane Miasto.
Odkopano również grobowce. W 17 grobach natrafiono na szkielety pozbawione głów. Nie wiadomo kto został w ten sposób pochowany. Niektórzy spekulują, że mogło chodzić o młodszych synów cesarza zamordowanych przez następcę tronu.

Rewelacją okazało się wykorzystanie magnetometrów. W ten sposób niemieccy uczeni odkryli komorę z ogromnym skupiskiem metali kolorowych. Najprawdopodobniej dotarto do skarbca, ponieważ w czasach cesarza bito monety z brązu. Nie podjęto jednak decyzji o otwarciu tajemniczej komory, ponieważ nie zdołano zabezpieczyć możliwych dzieł sztuki.

Wszystkie te odkrycia świadczą o jednym: w mauzoleum znajdują się nadal nieprzebrane skarby. Gdyby je wcześniej wyrabowano, nie oszczędzono by przecież terakotowej armii, którą określa się mianem ósmego cudu świata (od 1987 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO) oraz kolejnych komór w bezcennymi dziełami sztuki, które zostały nienaruszone. Co więcej, Chińczycy do dziś żywią respekt przed starożytnym władcą i obawiają się zakłócić miejsce jego spoczynku.

Prawdziwy grób cesarza znajduje się jednak we wnętrzu kopca o wysokości 115 metrów gdzie jeszcze nikt nie dotarł. Kopiec, pokryty trawą i zarośnięty wątłymi drzewami, nie wygląda imponująco. Mimo corocznych petycji, chiński rząd zezwala archeologom tylko na bezinwazyjne badania. Dlaczego?

Powodów jest wiele. Po pierwsze świat nauki nie zna sposobu na zabezpieczenie bogactw, które mogą znajdować się w grobie. Kiedy otwarto podziemia terakotowej armii, bajeczne kolory ubiorów wojowników na warstwie węgla, już po kilkunastu minutach, zaczęły pod wpływem powietrza blaknąć w promieniach słońca. Jedwabne tkaniny rozpadły się w proch. Co prawda , niemieccy uczeni opracowali później sposób na zachowanie kolorów i kilkanaście z wielu tysięcy odkrytych figur zdołano uratować „przyklejając” kolor do podłoża ale i ta technika zawodzi. Dlatego prace wykopaliskowe postępują wolno i z całej armii wydobyto i zrekonstruowano zaledwie 1000 żołnierzy. A podobno we wnętrzu grobowca znajdują się nie tylko kolorowe jedwabie ale także mistrzowskie dzieła sztuki: ceramika a co najważniejsze – starożytne księgi. Jak ocalić je bezcenne artefakty przed niszczącym działaniem powietrza?
qin-terra-cotta-warriors
Po drugie chińscy naukowcy wierzą swojemu kronikarzowi. Sima Qian (145-86 r.p.n.e.) opisując losy pierwszego cesarza zaledwie sto lat po jego śmierci (a więc w nie tak odległym czasie) relacjonował drobiazgowo jak wyglądał podziemny grobowiec. I jakie niebezpieczeństwa grożą śmiałkom, którzy odważą się go otworzyć. Zdaniem historyka, pałacu bronią automatyczne kusze z zatrutymi strzałami. Legenda to czy prawda ? Czy kusza może wystrzelić pocisk po dwóch tysiącach lat? To wcale nie takie nieprawdopodobne jak się wydaje. Uczeni ze zdumieniem odkryli, że wojownicy „terakotowej armii” byli wyposażeni nie w repliki lecz w autentyczną broń, która funkcjonowała po wielu setkach lat. Podczas gdy figury rozpadały się pod wpływem światła i powietrza, broń była nadal zdatna do użytku. Ze zdumieniem odkryto, że została pokryta chromianem- solą kwasu chromowego, która chroniła brąz przed rdzą. A ponieważ w podziemnym grobowcu nie ma tlenu, więc korozja nie była tak intensywna.

Relacja historyka zapiera dech w piersiach. „ Nikt dotąd nie został pochowany z takim przepychem” – pisze Sima Qian. Cesarz „kazał wydrążyć górę Li aż do poziomu wody, potem zalać szczeliny brązem i przenieść tam cudowne narzędzia”. „W sklepieniu komorzy grobowej – zdaniem historyka – umieszczono znaki niebiańskie z klejnotów, a w dole układ ziemski. Z rtęci wykonano zaś mapę kraju z rzekami Jangcy, Żółtą Rzeką i Wielkim Morzem”. Nieznana maszyneria utrzymywała ponoć rtęć w ciągłym ruchu. Wszystko miały oświetlać pochodnie wypełnione tłuszczem z fok a system kanalizacyjny miał zapobiec przed zalaniem grobowca wodami gruntowymi. Dalej historyk mówi o „klejnotach, drogocennych perłach, wyrobach z jadeitu, instrumentach muzycznych.” A potem o modelach całych miast, wież, pawilonów.

Prawda to czy fantazja? Przepych z jakim chowano innych cesarzy Chin (a te grobowce można zwiedzać) oraz imponujące znaleziska terakotowej armii stanowiącej zaledwie przedsionek grobu cesarza – świadczą, że rewelacje historyka nie są wcale fantazją. Cesarz, który zjednoczył Chiny miał ogromną władzę, dysponował niesamowitymi funduszami, miał na skinienie ręki najwybitniejszych fachowców i co ważniejsze – sam był geniuszem. Wstąpił na tron jako 13 latek. Rządził zaledwie 11 lat a potrafił w tym czasie ujednolicić pismo i język, połączył istniejące fragmenty Wielkiego Muru w 2700 kilometrową konstrukcję, wytyczył główne szlaki komunikacyjne, przeprowadził reformę administracyjną kraju. Ujednolicił system wagowy i pieniężny. Zlikwidował arystokrację. Niemal każdego dnia opracowywał…60 kilogramów dokumentów zapisanych na bambusowych kartkach. Według jednych był tyranem szaleńcem – według drugich: geniuszem. Sam uważał się za boga. Rozmach jego grobowca może zatem przekraczać granice ludzkiej wyobraźni.

I rzeczywiście. Najnowsze ustalenia archeologów przechodzą wszelkie oczekiwania. Na podstawie badań geomagnetycznych, geofizycznych i geochemicznych ustalono ponad wszelką wątpliwość, że mauzoleum cesarza Qin Shihuang ukryte pod 115 -metrowym kopcem składa się z dwóch części : komnaty nad grobem i podziemnego grobowca w którym najprawdopodobniej spoczywa sarkofag. Cała budowla ma kształt piramidy, przypominającej struktury z innych części świata: Ameryki Południowej i Egiptu. Ubito na niej ziemię i zamaskowano teren sadząc drzewa i trawę. Zespół grobowy zorientowano zgodnie z kierunkami świata.

Nad grobowcem znajduje się komora o wysokości 30 metrów w formie piramidy ze ścianami w postaci stopni. Prawdopodobnie jest pusta. Do budowli prowadzi sześć bram (między innymi dlatego, że cesarz uważał „szóstkę” za szczęśliwą liczbę). Przejścia są podwójne: wewnętrzne i zewnętrzne a cały „pałac” otacza korytarz. Sima Qian pisze, że tuż przed odejściem robotników z mauzoleum, po zakończeniu prac, uwolniono kamienne zapadnie i pogrzebano ich żywcem między obu ścianami. „Nikt nie zdążył uciec i nie zdradził tajemnicy budynku” – pisze historyk. I rzeczywiście badania geologiczne wykryły znaczną ilość pogrzebanych ciał.

Sama komora grobowa ma wymiary 50 na 80 metrów i jest wysoka na 15 metrów. Z największym niedowierzaniem traktowano jednak relację historyka, który pisał o rzekach rtęci w podziemnej fosie otaczającej metropolię, poruszanej specjalną maszynerią. Podobno ciało samego cesarza zostało również zakonserwowane w rtęci i przybrało kształt mumii. I znów badania potwierdziły słowa historyka. W glebie wzgórza Li stwierdzono stukrotnie wyższą zawartość rtęci niż w okolicy. Wiadomo także, że powszechną praktyką konserwowania ciał chińskich arystokratów było ich zanurzanie w rtęci, zapobiegającej rozkładowi zwłok a cesarz – podobno dla zdrowia – spożywał pigułki z rtęcią, którą traktował jak eliksir nieśmiertelności. Tego ostatniego poszukiwał ponoć do ostatnich lat życia wysyłając wyprawy uczonych w różne strony świata. Cesarz zmarł jednak jak zwykły śmiertelnik, a zaledwie cztery lata po jego śmierci generał rebeliantów Xiang Yu zniszczył jego królestwo. Mimo to miejsce jego pochówku stanowi nadal jedną z największych tajemnic świata.

Dla Nie z Tej Ziemi Andrzej Niewiadowski

Napisane przez

Publicysta, filolog, podróżnik, autor kilku książek o tematyce historycznej i krytyczno-literackiej. Zastępca redaktora naczelnego Adama Hollanka w czasopiśmie „Fantastyka”, współpracownik „Nie z tej Ziemi”. Adiunkt w Zakładzie Literatury XX wielu Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie. Autor licznychprzedmów i artykułów naukowych o fantastyce drukowanych w czasopismach amerykańskich (Locus), austriackich (Quarber Merkur), węgierskich, czeskich i polskich. Przez wiele lat związany z dziennikiem „Rzeczpospolita”, polską sekcją „BBC” w Londynie, Polskim Radiem i Polską Agencją Prasową (PAP). Polski korespondent w Austrii, Czechach, Słowacji i na Węgrzech zwiedził niemal cały świat, pisząc o tajemniczych losach zaginionych cywilizacji.