Sny, czyli podróże w czasie i przestrzeni

Autor: Anna Dąbrowska, „Nie z tej ziemi”.

Śnią wszyscy, nawet ci, którzy uparcie twierdzą, że nigdy i niczego we śnie nie widzieli. Sny są niezwykle ważnym elementem ludzkiej egzystencji. Są nośnikiem informacji, edukacji. W nocy, gdy człowiek przerywa dzienną aktywność, ciało jest rozluźnione, emocje wyciszone, a osobowość nie zajmuje człowieka zbędnymi analizami i ocenami, do głosu dochodzi świadomość człowieka. To za jej pomocą informowana jest podświadomość i świadomość zewnętrzna człowieka o jego stanie aktualnym, o jego możliwościach fizycznych i psychicznych, o problemach, które stają przed człowiekiem. Poprzez symbole senne otrzymujemy również wskazówki: jak daną sytuację najkorzystniej byłoby rozwiązać.

Symbolika senna nie ma nic wspólnego z zestawami wyjaśnień zawartymi w sennikach egipskich ani też z interpretacjami – interesującymi, ale bez realnych odniesień – Freuda. Natomiast przyłożenie do snów symboliki kosmicznej pozwala je czytać bezbłędnie, gwarantując prawidłową interpretację.

Wiedza o znaczeniu symboli kosmicznych została przekazana człowiekowi, gdy ten stawiał pierwsze kroki na planecie, ale ziemski homo sapiens zarzucił wiedzę uniwersalną, na rzecz swoich osobowościowych manipulacji myślowych. Tym samym oddalił się od możliwości rozumienia samego siebie. I dziś niewielu rozpoznaje autentyczny sens symboliki kosmicznej, a więc nieliczni tylko mogą zrozumieć zewnętrznie co naprawdę oznaczał ich sen. Człowiek niejako ukarał się sam.

Snu nie da się oddzielić od ludzkiej egzystencji, nie da się wymazać niepokojów, które czasem niesie wraz z nocnymi obrazami. Na ile sny w ludzkim życiu są ważne świadczą nadesłane listy z opowieściami sennymi.

Oto opowieści senne nadesłane do „Nie z tej ziemi” jedną z Czytelniczek, panią Grażynę B. Składająca się z 5 obrazów sennych. Wszystkie odcinki są ze sobą sensownie związane, a informują o trzech podstawowych sprawach; o stosunku p. Grażyny do bliskiego otoczenia i ludzi w ogóle, o jej stosunku do córki, a także o możliwości uzyskania przez p. Grażynę kontaktu z jej mistrzem wewnętrznym, nawiązanie łączności z własną świadomością wewnętrzną, która przy zrozumieniu istoty rzeczy, może pełnić funkcję przewodnika duchowego autorki snów.

SEN 1
Wnętrze Dworca Głównego w Krakowie, udekorowane jak na zabawę karnawałową baloniki, wstążki, lampiony. Przeciskam się przez tłum ludzi w olbrzymich groteskowych, upiornych albo zabawnych maskach. Tańczą, próbują wciągnąć mnie w swój korowód. Drażnią mnie, nie mogę się wplątać w tłum. Śpieszę się na pociąg. W kącie na ławce pijany kolejarz jedyna postać bez maski. Pociąg, do którego wsiadam przypomina ogromną zabawkę dla dzieci. Plastikowy, kolorowy. Wewnątrz nie różni się niczym od normalnego pociągu. Jadę w ostatnim wagonie w korytarzu. Obserwuję ,,uciekające” szyny i krajobraz. Pociąg jest pusty. Na „uciekającym” torowisku kamyki układają się w tekst utworu Marka Grechuty „Pomarańcze i mandarynki” – słyszę muzykę do tych słów. Nagle dostrzegam, że za pociągiem biegną ludzie z dworca. „Maski” śpiewają utwór Grechuty, śpiew przypomina dźwięk płyty poruszającej się na przyśpieszonych obrotach. Wchodzę do własnego mieszkania. Jest umeblowane inaczej niż w rzeczywistości. W łazience odwrócona do mnie tyłem kobieta czesze włosy. Jej twarz widzę w lustrze – jest dla mnie obca. Kobieta odwraca się – ma moją twarz, nie tą z lustrzanego od bicia, jestem przestraszona.

Sen 1 z krakowskim dworcem, tłumem drażniących ludzi, właściwie masek, umykającym od tych ludzi pociągiem znamionuje, ze p. Grażyna przeżyła znaczny przełom w swoim życiu – dokonała kilku istotnych syntez, przewartościowała swój stosunek do ludzi, spostrzegła, ze jej generalne otwarcie na ludzi nie sprawdza się. W chwilach przełomu, zdobywania kolejnego pułapu rozwoju człowiek jest samotny – bo musi być sam. Rozwój człowieka jest sprawą indywidualną i nigdy tego problemu nie uda się rozwiązać będąc w tłumie, choćby to miało posmak zabawy. Umiejscowienie rzeczy w Krakowie i powiązanie z utworem „Pomarańcze i mandarynki” może być dodatkową wskazówką, że aktualny pułap rozwoju autorki może być podniesiony, przy praktycznej stymulacji dwóch barw; żółtej, 12 Hz – czakram krakowski – czyli barwy identyfikującej uniwersalne prawo tolerancji i pomarańczowej – 8 Hz, wyznaczanej przez prawo odwzorowania. Co to oznacza praktycznie? Kwintesencją prawa tolerancji jest sformułowanie: jedyną prawidłową reakcją na drugiego człowieka jest reakcja nieoceniającej akceptacji. Tylko wówczas można prawidłowo odczytać drugiego, przekazać mu to, co najstosowniejsze i przyjąć od niego to, co najsłuszniejsze.
Prawo odwzorowania zaś informuje, ze struktury funkcjonujące w świecie ducha” mają swoje odbicie w świecie materii, a więc baczny obserwator życia posiada nieograniczoną zdolność przejawiania swej wewnętrznej świadomości.

Ostatnia sekwencja snu mówi o tym, że autorka snu jest nieco przerażona postrzeganymi u siebie paranormalnymi możliwościami. Obawia się faktu, że może być sobie opiekunem, nauczycielem.

SEN 2
Jest powódź. Woda podchodzi pod okna mieszkania. Patrzę na nią – jest lazurowa, błyszcząca, spokojna, jak na plakatach reklamujących nadmorskie uzdrowiska. Nie budzi niepokoju. Rzucam na nią przez okno papierowe łódeczki. Dużo ludzi w moim mieszkaniu. Przyglądam się im. Jestem zdziwiona. Osoby, które poznałam w różnych okresach mojego życia – niektóre bliskie a, inne niemal obce. Najczęściej – w rzeczywistości – nie znające się wzajemnie. Są w doskonałej komitywie. Swobodne, ożywione. W łazience znajomy plastyk maluje obraz mnóstwo rozlanej żółtej farby. Pyta czy woda opadła. W kuchni koleżanka ze studiów wraz z kobietą, u której wynajmowałam niegdyś pokój. Gotują obiad. Pytają mnie o garnki, przyprawy denerwuje mnie ich zachowanie. Samolot przywozi dostawę leków i jedzenia. Jakiś człowiek wnosi opatrunki. Wszyscy śmieją się. Ogarnia mnie uczucie, że bawimy się w powódź. Biegnę do okna, woda jest nadal ogromna, ale wciąż spokojna i lazurowa. Pływają po niej papierowe łódeczki.

SEN 3
Idę pustą uliczką – „kocie łby”, małe domki, ogródki. Uliczka pnie się do góry, nagle skręca i zmienia się w szeroką, gwarną ulicę. Śpieszący się ludzie, samochody. W witry nie księgarni mnóstwo egzemplarzy „Małego księcia” i żadnej innej książki. Pytam człowieka, który sprzedaje lody, CO to za miasto – nie reaguje. Nagle dostrzegam bliską mi osobę. Widzę ją w oddali, z profilu – nie jestem pewna, czy to naprawdę ona. Biegnę w jej kierunku – rozstępujący się tłum. Mimo tego, że biegnę odległość między nami nie zmniejsza się. Chcę krzyczeć – nie mogę wydobyć z siebie głosu. Wreszcie osoba ta odwraca się – przez chwilę widzę jej twarz – poznaję ją. Nagle następują u mnie kłopoty z widzeniem – uczucie ostrego światła w oczy – twarz tej osoby zamazuje się, rozpływa.
Idziemy tą małą pustą uliczką. Teraz opada w dół. Znów „kocie łby”, ogródki. Śmiejemy się. Ja opowiadam o tym co się zdarzyło wcześniej – tak jakbym opowiadała sen.

Sen 2: Woda, powódź – kataklizm, który nie niszczy a omywa. Nie budzi niepokoju. Na tej kanwie remanent znajomości. Właściwie nikt, jako partner, nie pozostaje przy p. Grażynie po tej kąpieli. Ona zajmuje się poważniejszymi problemami – nawet najbliżsi nie rozumieją tego. Stan ten potwierdza również sen 3. Odległość między autorką snu a ludźmi będzie się powiększać.

SEN 4
Wchodzę do kawiarni – spieszę się. Wiem, że jestem tu umówiona, nie mogę przypomnieć sobie z kim. Siedząca przy jednym ze stolików kobieta, mniej więcej w moim wieku, uśmiecha się do mnie, daje znaki. Zauważam, ze ma na sobie mój stary, kolorowy sweter.

Przysiadam się do niej. Mówię, ze nie mogę poświęcić jej zbyt dużo czasu, bo w domu zostawiłam małą córeczkę, Asię. Ona śmieje się, mówi, że to ona jest Joanną – za 25 lat. Przyglądam się uważnie jej twarzy, usiłuję doszukać się śladów podobieństwa do mojej małej córeczki. Ma identyczne jak ona oczy. Wierzę jej. Pytam co u niej słychać – mówi, ze wszystko w porządku – Trochę boję się jej. Opowiada o zdarzeniach z wczesnego dzieciństwa, wspomina zabawki. Tłumaczę jej, że nie może pamiętać tych rzeczy i faktów mówię coś o amnezji dziecięcej.

Daję się wciągnąć w rozmowę, wspominamy razem, palimy papierosy. Pijemy kawę w kubkach identycznych jak te, które mam w domu. Ona pyta mnie, czy pamiętam swój stary sweter, który dałam jej, gdy miała 15 lat. Mówi, że za rok skończy studia.

W drugiej sali kawiarni siedzi mała dziewczynka, z jasnymi warkoczykami. Poznaję w niej siebie samą sprzed jakichś 15 lat. Ubrana jest w sukienkę, której bardzo nie lubiłam. Nie zauważa mnie. Dziwię się, że mimo swych 10 lat ma pomalowane oczy. Odczuwam jakby zatracenie w czasie, boję się czegoś. Wbiegam do domu. Odczuwam ulgę – moja mała córeczka jest tu, jest nadal dzieckiem.

Najistotniejszym przesłaniem snu 4 jest wskazanie na posiadanie bardzo rozwiniętego wnętrza przez córkę p. Grażyny. Asia wymaga szczególnej troski swojej matki. Mała wymaga troski zewnętrznej, ochrony, by niczego nie zaprzepaścić z jej bogatego wnętrza, które wyrasta daleko poza jej zewnętrzność i może być prawdziwym wsparciem, jeśli wręcz nie przewodnikiem matki.

SEN 5
Drewniany, duży dom, niemal zawieszony na bardzo stromo opadającym stoku wzgórza. W dole wspaniały pejzaż. Jesień. Stoję na tarasie domu i boję się patrzeć w dół. Na taras wchodzi koleżanka z lat studiów i mówi, że za chwilę będziemy zdawać maturę. Ubrana jest w strój przedwojennej pensjonarki, na głowie ma perukę z warkoczykami. Prowadzi mnie gdzieś. W pomieszczeniu przypominającym klasę szkolną siedzi grupa młodych ludzi. Są wśród nich ci, z którymi rzeczywiście zdawałam maturę, ale nie tylko. Atmosfera oczekiwania. Pijemy herbatę z butelek po wódce. Czuję smak herbaty, a jednocześnie mam uczucie, że jestem pijana. Sala, w której zdajemy maturę przypomina salę porodową, w jakiej kiedyś rodziłam dziecko. Te same sprzęty. Komisja w białych fartuchach. Wśród twarzy profesorów znajoma twarz położnej. Z kieszeni jej fartucha wyciągam pytania.

Razem z koleżanką lecimy małym, odkrytym samolotem. Wspaniałe uczucie lotu, prądu powietrza na twarzy. Ona mówi, że nie zdała matury, śmieje się. Recytujemy jakiś wiersz. Zastanawiamy się jak zatrzymuje się ten samolot, chcemy lądować. Samolot ląduje bez naszego udziału. Wielka plaża, przypływ morza. Brodzimy w przybrzeżnej wodzie.

Ostatni sen mówi o kolejnym etapie zdobywania dojrzałości, ale nie jest to pospolita matura. Na tym egzaminie nie tylko sprawdza się wiadomości, ale muszą się rodzić nowe wartości. P. Grażyna odnosi sukces w tym etapie życia. Samolot jest tu symbolem osobowości, ale także możliwości opanowania jej. Jest to osobowość służąca świadomości a więc lot jest pełen olśniewających doznań z poziomu osiąganego we własnym rozwoju.

Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.