Przywracanie zdrowia


Autor: Dr David R. Hawkins
Fragment książki opublikowano za zgodą Wydawnictwa Virgo

Pomoc w uzdrawianiu
Przyjrzymy się chorobom, ich pochodzeniu oraz temu, jak możemy się od nich uwolnić.

Nie będziemy omawiać filozofii ani teorii; wręcz przeciwnie, zajmiemy się tym, co można klinicznie zweryfikować przez nasze osobiste doświadczenia – tym, czego prawdziwość możemy zweryfikować. Jest to fundament nauki klinicznej – zdolność powtarzania, duplikowania i weryfikowania obserwacji w odniesieniu do naszego wewnętrznego doświadczenia oraz zastosowanie jej do rozwiązania osobistych problemów, aby upewnić się, że działa. W gruncie rzeczy zajmujemy się tu empirycznym pragmatyzmem. Będziemy wierzyć w to, co dzięki naszym własnym doświadczeniom zostanie potwierdzone.

Zobacz też „Przekraczanie poziomów świadomości wg Dr. Davida Hawkinsa”: KLIKNIJ TUTAJ

Ważne jest, by ponownie zbadać związek między ciałem, umysłem i duchem. Uzyskamy przydatny model, który jest doświadczalnie sprawdzony. Jaka jest natura ducha? Czy jest on tylko ideą, pochodną metafizyki, pozycją filozoficzną, a może potwierdzalną rzeczywistością? Jaka jest dokładnie natura ciała, umysłu i ducha? (…)
Skoncentrujemy się na samych technikach, które wspomagają uzdrawianie, a także na ich zastosowaniu. Zgłębimy również podstawowe zasady, jak na przykład tę mówiącą o tym, że źródłem choroby często jest nieświadome poczucie winy i określony system wierzeń, pogorszone jeszcze przez stłumione emocje. Opiszę, jak wykorzystywałem te techniki i ich zrozumienie, aby uleczyć siebie z ponad dwudziestu ciężkich, chronicznych chorób, które przez lata były oporne na metody leczenia tradycyjnej medycyny.

Screen Shot 2013-11-18 at 10.54.30 AMStopniowo przedstawiając to zagadnienie zobaczymy, jak dochodzi do tego, że choroba wynika z programowania zbiorowej świadomości (i jak w nią nie popaść) oraz jaki wpływ na jej wywoływanie mają systemy wierzeń. Nauczymy się, jak można wyleczyć się z chorób, których karmiczne parametry odziedziczyliśmy. Nie ma tu czegoś takiego jak stopnie

trudności, niezależnie od tego, jak poważnie może wyglądać dana choroba. Nauczymy się aktywizować wewnętrznego uzdrowiciela, który za sprawą Natury jest obecny w nas wszystkich. Przyjrzymy się także zjawisku osobowości wielorakiej, które demonstruje prawdziwość opisanych tu informacji.

Nauka i psychiatria badają kliniczny obraz osobowości wielorakiej z rosnącym zainteresowaniem, ponieważ wyjaśnia ona przy okazji wiele innych zjawisk. W przypadku tej przypadłości jedno istnienie w ciele przejawia wiele osobowości. Z perspektywy klinicznej jedna osobowość może cierpieć na wiele chorób, jak na przykład astma, alergie, dna moczanowa i wiele innych, ale kiedy opuszcza ciało i wchodzi na jej miejsce inna, równie dobrze może ona nie mieć żadnych z wymienionych schorzeń. Ta osobowość mówi “Nie wierzę w takie rzeczy. Nie mają nade mną kontroli”. Przyjrzymy się zatem mocy jaką umysł posiada nad ciałem.

W myśl podstawowej zasady wyzdrowienia jesteśmy tym, o czym myślimy, co oczywiście obejmuje też treści nieuświadomione (poza uważnością). Odniesiemy się do Mapy Świadomości, aby stało się to bardziej zrozumiałe i nie myliło czytelnika zagadkowym brzmieniem. Pomocne jest pamiętanie, że kierunek pól energii wskazuje, czy jest to
negatywne pole, wywierające destruktywny wpływ, czy pole pozytywne. Gdy to ustalimy, poczujemy się bardziej pewnie, utwierdzimy się bowiem w przekonaniu, że działamy zgodnie z czymś sensownym, potwierdzalnym i zrozumiałym.
Moje osobiste doświadczenia, którymi się dzielę, ukazują te podstawowe, opisywane przeze mnie prawdy. Intuicyjnie już je wszystkie znasz, ale dzięki uświadomieniu ich sobie możesz je wykorzystać jako narzędzia terapeutyczne. Uczą one na przykład, jak uniknąć programowania przez negatywne systemy wierzeń, czy jak nie dać się zawładnąć systemowi myślowemu. Umysł jest tak potężny, że to, w co wierzy, zaczyna się manifestować. (…)

Zaczniemy od przesłanki, że wszystkich zjawisk doświadcza się w świadomości oraz że odnoszą się one do samego poziomu świadomości oraz jego wyrazu w umyśle.

Przeniesiemy się na poziom przyczyny, a nie skutku. Ciało jest zobrazowaniem tego, co ma się w umyśle. Jeśli chcemy się dowiedzieć, o czym stale myślimy, wystarczy tylko przyjrzeć się temu, co się dzieje z naszym ciałem. Gdy przeanalizujemy jego zachowanie, powie nam, w co uwierzyliśmy. Gdy spojrzymy wstecz, często nie będziemy w stanie przypomnieć sobie, że kiedykolwiek wyznawaliśmy dany system wierzeń, ani że aranżowaliśmy zgodnie z nim nasze życie. Sam fakt, że jest jednak obecny w życiu informuje nas, że musiał znaleźć się gdzieś w osobowej lub zbiorowej podświadomości.

Najczęstszy przykład tego zjawiska jest widoczny u ludzi, którzy są alergikami i mówią: „Nigdy nawet nie wierzyłem w alergie. Nie wywołałem ich świadomie w swoim życiu”. Jeśli jednak cofniemy się do ich okresu dzieciństwa, niemal bez wyjątków okaże się, że ten system wierzeń i alergie pojawiły się u nich bardzo wcześnie, zwykle w wieku dwóch lub trzech lat. Małe dziecko wychwytuje uwagę jakiegoś członka rodziny, mówiącego: :W naszej rodzinie często pojawiają się alergie”. W chwili, gdy umysł dziecka usłyszy coś takiego, „kupi to” i oczywiście zacznie w to wierzyć, program zostaje uaktywniony.

Mnóstwo zjawisk, przejawiających się w ciele dorosłej osoby, zostało przyjętych na bardzo wczesnym etapie życia wskutek przypadkowych komentarzy zasłyszanych w telewizji, czy też powstałych wskutek mylnego zrozumienia czegoś w książce albo uwagi zwróconej przez nauczyciela. Te rzeczy stanowią część sugestywnego programowania i powszechnego systemu wierzeń i zostają uświadomione dopiero, gdy zaczynamy nad nimi pracować.

Jesteśmy podporządkowani temu, o czym myślimy, ale co to właściwie znaczy? Jaka jest natura samej choroby? Pierwsze, co przychodzi nam na myśl, to ból i cierpienie. Jest czymś oczywistym i wynikającym ze zdrowego rozsądku, że choroba jest wyrazem bólu i cierpienia. Gdy przyjrzymy się Mapie Świadomości, widzimy, że ból i cierpienie są zlokalizowane na niższych poziomach energii, a pole ma negatywny kierunek, co znaczy, że ma ono niekorzystny wpływ na nasze życie. Musimy także zrozumieć naturę winy oraz sposób, w jaki się przejawia.

Wzorce myślowe w umyśle to systemy wierzeń. Wina bierze się z oceniania i negatywnych opinii. Negatywne uczucia zwykle idą w parze, a zatem wszystkie z nich (włącznie z dumą, złością, pożądaniem, strachem, żalem, apatią i winą) przyczyniają się później do wystąpienia choroby. Wiadomo, że jeśli podczas testowania siły mięśni danej osoby myśli ona o czymkolwiek znajdującym się poniżej poziomu Odwagi, odczuwa dumę, złość, pragnienie, pożądanie, strach, żal czy winę, mięsień się osłabi. Inne uczucia, takie jak ubolewanie, strata, beznadzieja, rozpacz, nienawiść do siebie, zmartwienia, niepokój, pretensje lub jakikolwiek rodzaj arogancji czy pogardy także spowodują, że ramię tej osoby natychmiast się osłabi w teście (a źrenice się rozszerzą).

Osłabienie mięśni i rozszerzenie źrenic odzwierciedla desynchronizację półkul mózgowych oraz natychmiastowe zmniejszenie pola energii ciała. Wskazuje to także na obecność czegoś szkodliwego dla życia. Dzięki tej metodzie każdemu możemy udowodnić, że wszystkie negatywne myśli czy uczucia desynchronizują akupunkturowy system energetyczny ciała, który jest bardziej czuły niż centralny system nerwowy i o wiele szybszy niż autonomiczny układ nerwowy współczulny.

Akupunkturowy system energetyczny ciała poprzez dwanaście meridianów w ciele natychmiast reaguje na to, co negatywne, ponieważ wszystkie pola energii poniżej poziomu Odwagi na 200 reprezentują to, co nie jest prawdą. To następnie wprowadza całe pole energii oraz system myślowy ofiary. Gdy jesteśmy chorzy, postrzegamy siebie jako ofiarę choroby. Dlatego trzeba sobie uświadomić, że istnieją choroba oraz osoba, która ma chorobę. Wówczas zaczynamy rozumieć, że osoba, która cierpi na tę chorobę, musi się zmienić, aby choroba znikła. Nauczymy się, jak wyleczyć się z pewnych chorób, a także jak sobie poradzić z samym zjawiskiem choroby na fizycznym, psychologicznym, emocjonalnym i mentalnym poziomie oraz w jaki sposób my sami musimy się zmienić jako istoty, żeby powrót do zdrowia nastąpił automatycznie.

Mapa Świadomości pokazuje, że wszystkie negatywne emocje wspierają choroby, natomiast wszystkie pozytywne uczucia zwykle je leczą. Gdy wzniesiemy się powyżej poziomu Odwagi, który przekraczamy dzięki naszej prawdomówności, stajemy się bezstronni, co otwiera dla nas przestrzeń, by zostać osobą pełną ochoty, akceptacji i miłości. Na wykalibrowanej skali, Miłość pojawia się na poziomie 500, zaś Uzdrawianie na 540. Jaki rodzaj miłowania powoduje niemal automatyczne wyleczenie ciała? Jest to miłość bezwarunkowa, która nie ocenia, wybacza i jest zestrojona ze zrozumieniem i współczuciem. Miłość widzi, pielęgnuje i wspiera całe życie, a także oddaje cześć jego świętości.

Wytwarza też sama z siebie uzdrawiające pole energii, które jest wykalibrowane na 540.
W jaki sposób możemy stać się osobą, której uzdrawianie zaczyna zachodzić automatycznie, dzięki poziomowi jej świadomości i jej ogólnej naturze? A także, jak możemy usprawnić proces leczenia określonych chorób?
Po przyjrzeniu się specyfice danego schorzenia, omówimy pewne mechanizmy świadomości oraz to, jak możemy wykorzystać techniki opisane w tym i w następnych rozdziałach. Musimy zacząć od uwolnienia się od stawiania oporu wrażeniom, których doświadczamy i przestać je szufladkować. Dla przykładu, nie możemy doświadczyć

“wrzodów dwunastnicy” ani “astmy”. One są etykietkami, mentalnymi konstrukcjami, zawiłymi programami i systemami wierzeń. Nie możemy doświadczyć “astmy”, więc czego doświadczamy? Tutaj wkracza technika radykalnej prawdy.
Musimy zagłębić się w wewnętrznym doświadczaniu samych wrażeń i przestać się im opierać. W efekcie sprawimy, że one w końcu znikną dzięki naszemu zestrojeniu się z nimi i przyjęciu wywoływanych przez nie wewnętrznych doznań. Jednocześnie musimy pozbyć się z myśli wszelkich etykiet. Przestajemy nazywać coś “wrzodem” i zanurzamy się w wewnętrznie odbieranych wrażeniach jakie z niego płyną. Mogą to być odczucia ucisku lub palenia. Nawet same słowa “palenie” i “ucisk” są etykietami i nazwami. Likwidujemy je i ponownie docieramy do sedna, do samej istoty tego, czego fizycznie doświadczamy, a następnie uwalniamy się od opierania się temu doświadczeniu.

Rzeczywiste wyleczenie fizycznego wymiaru choroby polega na uwolnieniu się od oporu przed jej wewnętrznym, fizycznym doświadczaniem, bez używania jakichkolwiek mentalnych określeń. Wówczas zaczynamy też usuwać mentalne etykiety i zastępujemy je prawdą. Pozbywamy się ich dzięki afirmacji: „Już w to nie wierzę. Jestem nieskończoną istotą i nie ma to nade mną władzy. Jestem zależny jedynie od tego, o czym myślę”.

Co to znaczy, że jest się „nieskończoną istotą, która nie jest pod wpływem czegoś”? Oznacza to, że jesteśmy ograniczeni tylko i wyłącznie przez swoje własne systemy wierzeń. Co zajmuje ich miejsce, gdy już się od nich uwolnimy? Kiedy usunie się ze świadomości formę, to co pozostaje? To, co jest jej pozbawione. Coś, czego wewnętrzne doświadczenie jest nieskończone, nieposiadające ograniczeń, bez początku czy końca. To, co nie ma formy, jest podstawową naturą samej świadomości i jest nieograniczone. Jeśli nałożymy na nie ograniczenia lub nadamy formę, wówczas poddajemy się temu, czym wypełnione są nasze myśli. Aby to zastąpić, musimy świadomie usunąć myśl, mówiąc, „Usuwam wszelką wiarę we wrzody dwunastnicy” (lub w astmę, czy w jakąkolwiek inną chorobę). Następnie powinniśmy powiedzieć: „Jestem zależny tylko od tego, o czym myślę. Jestem nieskończoną istotą i naprawdę nie ma to nade mną władzy. Takie są fakty.”

Gdy sprawdzimy to zdanie w teście mięśniowym, okazuje się ono prawdziwe. Gdy podczas testowania osoby powiemy: „Nie jestem od tego zależny. Jestem nieskończoną istotą i podlegam tylko temu, o czym sam myślę”, zobaczymy jak mięsień natychmiast ulegnie wzmocnieniu, co wskazuje, że zdanie to było prawdziwe. Wynika z tego, że gdy zastąpimy fałsz prawdą, nastąpi uzdrowienie.

Jaki ma to wpływ na nasze pole energii zarejestrowane przez świadomość? Fałsz ze swej natury spycha nas poniżej poziomu 200 i wrzuca nas w negatywne pole energii, które zaczyna wywoływać choroby. Gdy tylko powiemy prawdę, pole energii z poziomu Odwagi (tzn. gdy powiemy prawdę o tym, że jesteśmy ”nieskończoną istotą podlegającą jedynie temu, o czym myśli”) natychmiast umieszcza nas powyżej tej granicy z poziomu 200).

Gotowość do zaakceptowania tej prawdy wznosi nas na pozycję, z której możemy wybrać uznanie naszego ciała, zamiast doszukiwania się w nim zła; pokochanie naszego życia, zamiast negowania go; kochanie istoty, którą się jest, zamiast krytykowania jej.

Przekonujemy się o tym, że musimy uwolnić się od ”atakujących” myśl pełnych krytycyzmu i negatywnych ocen. Musimy także uwolnić się od umieszczania się w pozycji tego, który ma rację i zarzucającego innym, że się mylą, ponieważ „racja i myleniEesię” znajdują się na poziomie energii 180, obejmującego negatywną energię myślową. Innymi słowy, taka postawa wywiera szkodliwy wpływ na nasze zdrowie i energię życiową. Jeśli nabierzemy chęci, by wyzwolić się z naszych chorób, musimy także uwolnić się od przyjmowania pozycji, która wywołała te choroby. Choroba jest bowiem odbiciem naszej postawy i nawykowego sposobu postrzegania życia.

Specyfika wyleczenia z danej choroby zakłada (1) uwolnienie się od oporu związanego z płynącymi z niej wrażeniami zmysłowymi, (2) zaprzestanie nazywania choroby i używania etykiet oraz (3) nie używanie żadnych słów. Przyjmij doświadczanie tego, co odczuwasz w radykalny sposób, a jednocześnie (4) pozbądź się form myślowych i systemów wierzeń, a następnie (5) wybierz pole energii Miłości, które uzdrawia.

Jeśli przyjrzymy się podstawowej fizyce energii, które biorą w tym udział, widać wyraźnie, dlaczego strach na poziomie kalibracji 100 zostaje przezwyciężony przez Miłość na poziomie 500, ponieważ są to wykładniki potęgowanej liczby 10. Moc Miłości jest zatem reprezentowana przez 10500 natomiast Strach zaledwie przez 10100 co daje ogromną różnicę.

Znalezienie się w polu energii 540 oznacza natychmiastowe uzdrowienie siebie.
Dlatego myśl pełna miłości uzdrawia, a negatywna myśl wywołuje chorobę. Nasz wybór, aby stać się kochającą osobą, powoduje uwolnienie w mózgu endorfin, co ma potężny wpływ na zdrowie ciała i poczucie szczęścia (patrz Wykres Fizjologii Mózgu, str…). Szczęście bierze się z chęci uwolnienia wszystkiego, co negatywne oraz z zastąpienia tego w naszej świadomości miłością, ponieważ podstawową naturą świadomości, o ile nie doszło do jej pogorszenia, jest miłość. Widzimy to u małych dzieci, które są ucieleśnieniem niewinności, zaś miłowanie jest wyrazem istoty ludzkiej natury. To tak, jakby dziecko jeszcze nie zostało zaprogramowane na odczuwanie strachu, wątpliwości, czy ograniczeń.
Aby ulżyć wszelkim chorobom i uwolnić negatywność systemu wierzeń należy koniecznie uchwycić ten podstawowy wyraz miłości. W jaki sposób wyłapujemy negatywne systemy wierzeń? Docierają do nas z telewizji i od ludzi o dobrych intencjach. Zamierzają zapobiec wystąpieniu nas chorób, poprzez dostarczanie nam informacji na ich temat. Niestety, w efekcie okazuje się, że nasz umysł zostaje przez to zaprogramowany na przyjęcie określonego systemu wierzeń. Wówczas pojawia się nieświadome poczucie winy, które wykorzystuje ten system, wywołując pogorszenie w strumieniu energii przepływającej przez pola, które biegną wzdłuż dwunastu meridianów akupunkturowego systemu energetycznego.
Dla przykładu, za każdym razem po przetestowaniu kogoś, kto zszedł poniżej poziomu 200 (odwaga) okazuje sięże równowaga systemu energetycznego takiej osoby jest zakłócona. Większość ludzi w charakterystyczny sposób „zagasza” jeden określony meridian akupunkturowy bardziej niż pozostałe. Gdy pojawiają się u nich negatywne myśli lub uczucia pochodzące z negatywnego systemu wierzeń, może to spowodować uszkodzenie meridianu serca. W miarę upływu lat, za każdym razem, gdy doświadczają poczucia urazy, użalają się nad sobą, czy krytykują innych, zakłóca to energię i trafia do meridianu serca. To z kolei zmniejsza energię życiową serca, a stałe powtarzanie tego cyklu zaczyna zmieniać jego fizjologię w bardzo subtelny sposób. Zaczyna się to przejawiać w nieprawidłowościach autonomicznego systemu nerwowego, który uczestniczy w funkcjonowaniu organów ciała.

W rezultacie dochodzi do pogorszenia fizjologii samego serca, włącznie z nabłonkiem arterii. Lata mijają, a nawykowe zakłócanie pracy meridianów serca przenosi się na fizyczny poziom, który jest wyrazem tego, co znajduje się w umyśle. To podstawowe przesłanie: ciało odzwierciedla stan umysłu, nie na odwrót. Ciało jest wyrazem nawyków myślowych każdej osoby.

Mechanizmy negatywności wywołują spięcie w systemie akupunkturowym i autonomicznym systemie nerwowym. To z kolei zmienia i uszkadza czułe procesy elektryczne i chemiczne zachodzące w komórkach, co skutkuje powstawaniem patologicznych zmian w anatomii i prowadzi do dysfunkcji, ostatecznie wywołując atak serca, jego choroby czy niewydolność. Niewydolność serca po części pojawia się wskutek wieloletnich negatywnych postaw mentalnych. Rozum chciałby za to obwinić cholesterol, stres, styl życia, genetykę, napięcia w życiu rodzinnym i tym podobne. To wszystko zaledwie wytłumaczenia, wymówki i racjonalizowanie, mające uczynić zrozumiałym to, co nie jest do końca zdefiniowane.

Gdy przyjrzymy się dokładnym mechanizmom działania, widzimy, że to, o czym myślimy, zaczyna się manifestować na planie fizycznym, ponieważ to umysł posiada moc. Nawet względnie neutralna myśl może przynieść poważne konsekwencje. Na przykład, ktoś może pomyśleć: „Chyba wybiorę się na Hawaje”. Taka myśl zaczyna teraz aktywować jego środki finansowe i determinuje to, co będzie robił, aby przygotować się do wyjazdu. Jego myśli określają na co przeznaczy pieniądze, determinują całe zachowanie, pakowanie i przetransportowanie ciała tysiące mil dalej drogą powietrzną. Ta jedna myśl wpływa na kolejne sześć miesięcy życia tej osoby.

Łatwo dostrzec, jak potężny jest umysł. Natomiast jedną z przeszkód, jakie trzeba pokonać w drodze do samouzdrowienia, jest właśnie wzbudzenie w sobie chęci do zaakceptowania jego wielkiej mocy. Nie możemy pozwolić ani jednej negatywnej myśli na przejście bez zakwestionowania. Nie można stwierdzić „Mam cukrzycę” i pozostawić to bez podważenia. Ten system wierzeń jest tak potężny, że sama wiara „Mam cukrzycę” wystarczy, by zasilić chorobę. Należy to zlikwidować i powiedzieć: „Jestem osobą, która kiedyś tak myślała, ale zależę tylko od tego, o czym myślę. Jestem nieskończoną istotą i nie podlegam temu”. Następnie należy uwolnić wszelkie symptomy i je unieważnić. Ich miejsce zastępuje prawda, dzięki której wznosimy się ponad granicę 200 i przekraczamy specyfikę danej choroby. W dalszej części wyjaśnię, jak sam używałem tego systemu do pozbycia się wielu swoich chorób, a wtedy te zasady powinny się wydać bardziej zrozumiałe.

Lista moich chorób była tak długa, że by je wszystkie zapamiętać, musiałem je spisać, bo połowa wyleciała mi z pamięci (nawet pomimo tego że ciągnęły się przez wiele lat).

Cierpiałem na przykład na wrzody dwunastnicy, które nie reagowały na leczenie.
Przeszedłem wszystkie możliwe metody leczenia, włącznie z psychoanalizą i całym zakresem terapii, które wdrożono już na studiach medycznych. Dwadzieścia lat później wciąż miałem wrzody, co więcej, był to inny rodzaj wrzodów, które robiły dziury w pozostałych częściach mojej dwunastnicy. Pojawiło się niebezpieczeństwo perforacji i krwotoku, wywoływały też nawracające ataki zapalenia trzustki. Miałem też zapalenie okrężnicy wraz z krwawiącym zapaleniem uchyłków jelit. Zapalenie uchyłków było tak ciężkie, że kilka razy znalazłem się w szpitalu i robiono mi transfuzję krwi. Omal nie wykrwawiłem się na śmierć.

Oprócz tego cierpiałem na dotkliwe migreny, które również były oporne na leczenie. Psychoanaliza pomogła mi w pewnym stopniu, konsultowałem się z neurologami i znanymi światowymi ekspertami, ale nic nie pomagało na bóle głowy, które rzekomo miały związek z wieloma alergiami. Byłem także uczulony na wziewne środki stosowane w pomieszczeniach. Nie mogłem pójść w miejsce, które w ciągu ostatnich kilku tygodni było poddane dezynsekcji, ponieważ wyczuwałem nawet jedną milionową cząstkę sprayu, co kończyło się atakiem migreny.

Cierpiałem też na chorobę Raynauda, polegającą na pogarszaniu się dopływu krwi do moich kończyn oraz spowodowała zagrażającą życiu gangrenę opuszków palców, pogorszenie krążenia w dłoniach i stopach. Cały czas było mi zimno. Na domiar złego miałem dnę moczanową i wysoki poziom kwasu moczowego. Oczywiście byłem na odpowiedniej diecie. Miałem zapalenie stawów i zawsze miałem w samochodzie laskę i lekarstwa. Czy możesz sobie wyobrazić, że wozisz na tylnym siedzeniu samochodu laskę, ponieważ gdy nastąpi atak dny, ból jest niemal paraliżujący? Miałem ją w swoim samochodzie przez wiele lat.

Dokuczała mi również zaawansowana hipoglikemia. Nie mogłem zatem jeść cukrów, słodyczy ani skrobi. Tak więc oprócz wszystkich alergii, wrzodów, zapalenia uchyłków jelit i innych żołądkowo-jelitowych problemów, zapalenia trzustki i okresowych ataków pęcherzyka żółciowego, to jeszcze istniało niewiele pokarmów, jakie mogłem spożywać. Gdy od czasu do czasu wybierałem się do restauracji, jedyną rzeczą jaką mogłem bezpiecznie zjeść, była
sałata. Nie mogłem jeść pomidorów, bo pestki mogły pogorszyć zapalenie uchyłków, co w przeszłości wymagało pobytu w szpitalu i transfuzji krwi. Miałem także ponad dwadzieścia kilo nadwagi. (Później opiszę, jak pozbyłem się tego problemu).

Moje problemy dotyczyły odcinka żołądkowo-jelitowego, systemu krążenia, układu trawiennego, równowagi hormonalnej, składu chemicznego krwi, włącznie z podniesionym poziomem cholesterolu i kwasu moczowego oraz migrenowych bólów głowy. Wszystkie z tych zaburzeń wskazywały na wysoki stres i napięcie centralnego systemu nerwowego oraz pogorszenie pracy autonomicznego systemu nerwowego. Oprócz tego pojawiła się u mnie torbiel pilonidalna, która normalnie wymagałaby operacji, ale z czasem sama zniknęła.

W późniejszym czasie pojawiła się u mnie poważna niewydolność serca, wywołana przez niezdiagnozowaną chorobę Gravesa-Basedowa (nadczynność tarczycy), w przypadku której zalecano operację lub napromieniowanie, ale odmówiłem. Rentgen klatki piersiowej

ujawnił guz u szczytu płuca. Zrobiono jego biopsję, co wywołało niedodmę płuc i odmę opłucnową (gromadzenie się powietrza lub gazu w przestrzeni otaczającej płuca). Z biopsji wynikało, że ta zmiana była formą ptasiego zapalenia płuc (nieprzenoszonego na ludzi).

Odmówiłem stosowania pięciu zalecanych antybiotyków, które miesięcznie kosztowałyby 10000 dolarów a i były mało skuteczne. Zmiana chorobowa płuca zaczynała powoli znikać bez terapii medycznej. Niewydolność serca ustąpiła, tak samo jak odma opłucnowa.

Funkcjonowanie tarczycy w końcu wróciło do normy, bez operacji ani napromieniowania. Dodatkowo odciąłem sobie lewy kciuk podczas prac stolarskich, dało się go jednak przyszyć bez znieczulenia. W podobny sposób, także bez znieczulenia, zoperowano mi nawracającą prawostronną przepuklinę pachwinową. Chroniczne, nawracające, oporne na leczenie wrzody dwunastnicy zniknęły po trzech zabiegach akupunktury.

Wszystkie z opisanych tu chorób i operacji były przeprowadzone i uleczone dzięki przedstawionemu już uwalnianiu oporu w każdej sekundzie, unieważnieniu systemów wierzeń i całkowitemu poddaniu się Boskiej Woli. Wyleczenie osiągnięto bez użycia środków farmaceutycznych czy znieczulenia. Cała lista wymienionych chorób wynikała z karmicznych skłonności, które wypłynęły na powierzchnię dzięki intensywnej wewnętrznej pracy duchowej. Początkowo przyspieszyła ona ich pojawienie się, ale później pomogła w ich pozornie cudownym wyleczeniu i zaniku.
Trzeba było zakwestionować systemy myślowe, by dowiedzieć się, co się działo. Było bowiem jasne, że osoba z tyloma dolegliwościami nie mogła być wolna od konfliktów.

Zacząłem zastanawiać się nad swoim perfekcjonizmem i zrozumiałem, w jaki sposób ta cecha, która umożliwiała mi wybaczanie innym, ale nie sobie, przyczyniała się do stworzenia braku tolerancji dla mojego własnego człowieczeństwa. Można łatwo dostrzec, że brak tolerancji, potępianie i atakowanie u siebie typowo ludzkich cech wywołuje podświadome poczucie winy odnośnie naszych własnych ludzkich ograniczeń.
Początki tej umysłowej skłonności sięgają okresu dzieciństwa, przejawiały się u mnie wówczas jako pedantyczne podejście do moralności i strach przed popełnieniem grzechu.

Musiałem wznieść się na poziom ochoty, aby wreszcie zaakceptować moją ludzką postać, pokochać ją i wybaczyć jej oraz przyznać, że jest rzeczą ludzką, by mieć niedoskonałe uczucia. Przestałem atakować siebie za to, że byłem człowiekiem. Musiałem także dogłębnie zrozumieć, co jest wewnętrzną istotą naszego człowieczeństwa. To z kolei wzbudziło moją uważność na wrodzoną bezgrzeszność samej świadomości. Zacząłem zatem zgłębiać naturę świadomości. Jak to możliwe, że dziecko, niewinne i pozbawione tego, co negatywne, zostaje zarzucone tyloma programami, które w jego umyśle zaczynają wywoływać wszystkie te choroby?

Znajdziemy na to odpowiedź, gdy przyjrzymy się naturze niewinności i prześledzimy, co dzieje się z nią w przypadku dziecka. Można by ją porównać do twardego dysku w komputerze. Jest on czysty i wgrywane oprogramowanie generuje wszystkie dane wyjściowe. Jednak oprogramowanie nie wpływa tak naprawdę na sam twardy dysk. Przyglądając się dziecku, dostrzegamy bezgrzeszność jego świadomości. W jaki sposób ten ogrom negatywnego programowania dostaje się do niewinnego dziecka? Zachodzi to właśnie wskutek niewinności; dziecko wierzy we wszystko, co mu się powie.
Programowanie jest ułatwione przez zdolność kochania i zaufanie (do rodziców, nauczycieli, telewizji, reklam i społeczeństwa), które ma w sobie dziecko. Niewinność ta staje się coraz mniej widoczna, w miarę tego, jak jest zasłaniana przez wszystkie programy, które właśnie z jej powodu dziecko „wyłapało”. zaczyna zaczyna ono teraz wierzyć w uprzedzenia posiadane przez jego rodziców i kolegów, na przykład w te drobne uszczypliwe komentarze, jak „Nie zadajemy się z pewnymi ludźmi”. Kto kupuje ten negatywny program? To dziecięca niewinność, która pozostaje w naszej świadomości zawsze, przez cale życie. To z jej powodu popełniamy błędy, jednak ona sama zawsze pozostaje nietknięta. Musimy ponownie odkryć w sobie jej istnienie, aby wybaczyć sobie i innym.
Nasza wewnętrzna bezgrzeszność umożliwia nam uczenie się nowych rzeczy.

Dziecięca niewinność nigdy się nie zmienia; tak naprawdę to właśnie ona sprawia, że czytasz teraz te słowa. Nigdy się nie zmienia; sama jest zawsze tak samo ufna, wierząca i „oczekująca na usłyszenie prawdy, na którą się otwiera” i zawsze jest w nas. Nawet jeśli nie wierzysz w to, co teraz czytasz, to z powodu identycznego, tylko odwrotnie działającego programu w twoim umyśle, który nakazuje, ”Nie ufaj”. I to właśnie twoja niewinność kupiła program „Nie ufaj nikomu”.

Nawet brak zaufania wziął się z ufności. Nieufni ludzie uwierzyli w prawdziwość tego stwierdzenia. Może kiedyś ich ojciec powiedział im: „Nie ufaj nikomu”, a ich niewinność wzięła zaufania konieczność nieufania za pewnik w życiu. Jednak sama niewinność jest nieskażona i nietknięta, ponieważ nigdy nie ulega zmianom. Jest ona wrodzona w naturę samej świadomości. Jest jak twardy dysk komputera i niezależnie od tego, jak wiele negatywnych myśli usłyszała, programy włączane w umyśle nie zmieniają dysku, pozostawiając go tym samym w niezapisanej, nieskażonej, nieskazitelnej i czystej formie. Ta wewnętrzna nieskazitelna czystość wciąż jest w nas wszystkich.

Wiedza ta ułatwia nam współczucie, ponieważ teraz już widzimy, jak doszło do przyswojenia danych programów w okresie dorastania. Nie chcemy na przykład przyznać, że mamy czasami negatywne myśli, uczucia, a nawet że się boimy, czujemy pożądanie, przeżywamy stratę, żałujemy, czy czujemy brak nadziei. Te uczucia są dla nas nie do zaakceptowania. Nienawiść do siebie i wina zaczynają się wówczas kumulować wskutek ciągłego odrzucania swoich własnych, ludzkich cech. W efekcie musimy wznieść się na lepszy, uzdrawiający sposób życia ze sobą. Łatwo tego dokonać po prostu wybierając współczucie i wybaczanie innym.

Podjąłem decyzję, żeby być taką osobą wobec siebie, wybaczać sobie tak jak innym, ponieważ gdy stosuję tę zasadę wobec siebie, wtedy automatycznie działam w ten sposób w stosunku do innych. To, co wybaczam innym, jednocześnie wybaczam sobie, ponieważ wszystko, co widzę na zewnątrz, to projekcja mojej osoby na świat.
Dzięki cofnięciu całej tej negatywności i zastąpieniu negatywnych energii z niższego poziomu pozytywną energią, zaczynamy doświadczać świata, siebie samych i naszej relacji z życiem w inny sposób. Zaczynamy doznawać radość wewnętrznej radości, która bierze się z ochoty do uwolnienia się od potępiania siebie i innych. Staje się to wówczas naszym nawykiem i sposobem bycia w świecie. (…)

Choroba to tylko wołanie naszej świadomości o zwrócenie uwagi na coś, nad czym trzeba popracować. Okazuje się, że jest coś, czego czujemy się winni, boimy się, czy mamy inne negatywne emocje. Istnieje w nas jakiś system wierzeń, z którego musimy zrezygnować i go unieważnić. Może to być też coś, co musimy wybaczyć, albo coś w nas, co musimy pokochać, a zatem dziękujmy za możliwość skierowania na to naszej uwagi. Powiedzmy, „Dziękuję ci, wrzodzie. Już rozumiem. Zmusiłeś mnie do przyjrzenia się sposobowi, w jaki potępiałem siebie, oraz siebie temu, że siebie nie kochałem. Dziękuję, hipoglikemio, za pokazanie mi, do jakiego stopnia żyłem w strachu”. Dziękujmy wszystkim naszym chorobom, ponieważ to one dały nam ochotę i akceptację, by wejść w pole miłości i radości dzięki uświadomieniu sobie, w pełnym współczuciu, że jest to sposób, w jaki ciało aktywuje proces samouzdrawiania.

Ból służy jakiemuś celowi, a my ujmujemy go teraz w inny sposób. To tak jak z zamianą cytryn w lemoniadę. Zamiast użalać się nad sobą i odczuwać urazę w związku z chorobą, zamiast mówić „och, ja nieszczęsny”, czy być ofiarą, od teraz mówimy: „Co ta choroba stara mi się powiedzieć? Czego mam się z niej nauczyć?” Zgłębiamy wiedzę o naturze świadomości i odkrywamy, co tak naprawdę leży u źródła choroby, dzięki czemu możemy to uzdrowić za sprawą naszego poszerzonego zrozumienia.

Podstawowe narzędzia, jakich będziemy potrzebować, to ochota i otwarty umysł – przyznanie, że umysł przygląda się czemuś, co prosiło o tę uwagę, żeby mogło zostać uzdrowione. Wyleczenie ciała zachodzi dzięki wyleczeniu umysłu. Wszystkie choroby fizyczne, od których w końcu się uwolniłem, uleczyły się same, dzięki uzdrowieniu moich form myślowych. Wszystkie z uzdrowień wynikały z gotowości do uwolnienia się od ciągłego potępiania siebie i innych, od krytykanctwa, użalania się nad sobą, żalu i wszystkich pozostałych negatywnych energii na poziomach poniżej 200, włącznie z urazą, zamartwianiem się, niepokojem, pretensjami, pogardą i nienawiścią do siebie. Uwolnienie się od tego wszystkiego umożliwiło zmianę pola energii na takie, które spowodowało uzdrowienie. Cały czas nad tym pracowałem, usuwając systemy wierzeń właściwe dla hipoglikemii i dny moczanowej. Gdy w moich myślach pojawiał się którykolwiek z nich, unieważniałem go, mówiąc, „Już w to nie wierzę. Nie jestem dłużej od tego zależny. Ta choroba jest tylko wynikiem systemu wierzeń, a ja mam władzę, by go unieważnić”. W ten sposób odzyskujemy przekonanie, że mamy moc, by odmówić, odrzucić i zaprzeczyć. “Posiadam moc odrzucenia tego. Nie dam się w to wciągnąć”.

Ponieważ te systemy wierzeń są tak rozpowszechnione w naszej kulturze, naiwnie myślimy, że muszą być rzeczywiste, ponieważ inaczej nikt nie dawałby im wiary. Jednak jedyna realność, jaką posiadają, znajduje się na poziomie form myślowych. Fakt, że panuje zgoda odnośnie pewnych form myślowych, nie nadaje im realności. Oznacza to jedynie, że istnieje porozumienie co do nich. Dlatego właśnie mogę odmówić wchodzenia w zbiorowe systemy wierzeń, mówiące o tych wszystkich chorobach i obserwowania, jak się pojawiają. Odmawiam wierzenia w te wszystkie oparte na dobrych intencjach programy edukacyjne informujące o chorobach – o hipoglikemii, dnie moczanowej, chorobach serca, cholesterolu itp. Gdy tylko choroba zostaje wymyślona, stajemy się od niej zależni. A tak naprawdę podlegamy jedynie temu, w co skrycie wierzymy.

Jeśli sądzimy, że jedzenie jajek podniesie nam cholesterol, który wywoła u nas problemy z sercem, wówczas rzeczywiście tak się stanie, a wszystko to sprawi moc umysłu. Umysł jest tak potężny, że wytwarza formy myślowe, które manifestują się na planie

fizycznym, a w ten sposób stają się namacalną rzeczywistością. Możemy dostrzec, że samouzdrawianie naprawdę zależy od odwrócenia zwyczajowych systemów wierzeń związanych z przyczynowością. To, o czym stale myślimy, manifestuje się na fizycznym poziomie, a nie na odwrót. To nie jedzenie cholesterolu wywołało u nas problemy serca; zrobiło to przekonanie, że za dużo cholesterolu spowoduje choroby serca. Jest to przełomowy moment, jaki musimy uchwycić. System wierzeń prezentuje cały obraz choroby.

Choroba opuszcza nasze ciało, gdy przestajemy w nią wierzyć. Tym samym uwalniamy się od źródeł tkwiącej w podświadomości winy i kładziemy kres procesowi, w którym poprzez nadawanie i mnożenie etykiet wspiera się chorobę i doprowadza do spełnienia się naszych przepowiedni.

Nie możemy pozwolić umysłowi, by zaczął uznawać system wierzeń bez zakwestionowania go. Jeśli umysł podświadomie działał przeciwko nam, a my żyliśmy w niewiedzy odnośnie mocy, jaką posiada, możemy teraz to odwrócić i wykorzystać tę moc dla swoich korzyści. Ta sama moc, która nas hamowała, może teraz zacząć działać na naszą korzyść, o ile tylko świadomie spożytkujemy możliwości umysłu. Odtąd, gdy tylko pojawi się myśl „Mam hipoglikemię”, zatrzymujesz ją, usuwasz i mówisz prawdę: „Już mnie to nie dotyczy. Jestem niewinną istotą. Już od tego nie zależę”. (…)

Tutaj pojawia się zasada czujności. Umysł jest tak potężny, że nigdy nie możemy pozwolić mu na przyjęcie negatywnego systemu wierzeń. Za każdym razem, gdy pojawia się myśl „Jestem alergikiem”, trzeba ją natychmiast zakwestionować i odwołać. Jak sam widzisz, jedna obdarzona mocą myśl wystarczy, by stworzyć coś na planie fizycznym, więc nie możemy sobie pozwolić na lekceważenie tego zadania. Musimy uważnie obserwować wszystkie nasze myśli.

Tak naprawdę nie istnieją żadne stopnie trudności w leczeniu chorób. Oznacza to oczywiście, że to, co świat uznaje za poważną chorobę, jest równie łatwe do wyleczenia jak te drobniejsze przypadłości.

Wśród ludzi, których poznałem, przyjaciół, współpracowników, pacjentów i innych, z którymi zdarzyło mi się pracować, istnieje grupa ludzi, którzy całkowicie wyleczyli się z wielu poważnych chorób. Początkowo nie mieli nadziei, poddali się, byli bliscy śmierci, a jednak ci ludzie, którzy zostali moimi przyjaciółmi, żyją i mają się dobrze, a po ich chorobach nie został nawet ślad. Rodzaj choroby jest bez znaczenia, bo prawda to prawda, a fałsz to fałsz. Nie zależy to od rodzaju fałszu; wszystko co jest fałszywe, jest właśnie takie, tak samo jak każda prawda jest zawsze prawdą. Jeżeli twój umysł potrafił je stworzyć, będzie umiał także je usunąć. W ten sposób zaczynamy stosować moc umysłu z pożytkiem dla naszego zdrowia.

Proces samouzdrawiania zachodzi na poziomie specyficznych objawów każdej choroby, poprzez uwolnienie się od oporu przed ich doświadczaniem, a następnie usunięcie tych form myślowych. Samo uzdrawianie zachodzi na bardziej ogólnym i mocniejszym poziomie, dzięki temu, że chcemy uwolni się od krytykowania i ataku, rozwinąć w sobie miłość do ludzkiej natury w nas samych i w innych oraz przebudzić uważność na ludzką niewinność.

A co z trzecim poziomem, obejmującym tradycyjne metody leczenia? Jaką rolę odgrywa w opisanym tu procesie samouzdrawiania? Tradycyjne metody stają się w tym momencie zaskakująco efektywne. Gdy uwalniamy się od poczucia winy, które pochodziło z braku współczucia dla naszej ludzkiej egzystencji, medyczne środki, które do tej pory nie dawały efektów, nagle stają się owocne. Innymi słowy, przez ponad dwadzieścia lat próbowano mnie wyleczyć ze wszystkich moich chorób: migreny, wrzodów czy zapalenia uchyłków, stosując metody tradycyjnej medycyny. Byłem na różnych dietach, brałem wiele leków, w tym przeciwskurczowych i zobojętniających kwasy. Stosowałem się do wszystkich zaleceń lekarzy, ale nic nie przynosiło efektów. Być może jednak nie dopuszczały do pogorszenia. Nie usunięto mi żołądka ani jelita, więc leczenie działało, ale pozostawało w konflikcie z całym negatywnym programowaniem, które wciąż tkwiło w moim umyśle.

Kiedy zaczynamy uwalniać się od wszystkich negatywnych programów, metody leczenia, które uprzednio rzekomo nie dawały rezultatów, nagle zaczynają działać. W moim przypadku leki przeciwskurczowe, które kiedyś ledwo utrzymywały objawy pod kontrolą, po mojej zmianie całkowicie je usunęły. Zaczął się proces leczenia. Leki przeciwskurczowe, zobojętniające kwasy oraz dieta, które kiedyś były niezbędne (wraz z zabiegami akupunktury) umożliwiły wówczas wyleczenie wrzodów i okazały się niezwykle skuteczne. Leki przeciwalergiczne również świetnie zadziałały. Okazało się, że zapotrzebowanie na leki bardzo się u mnie zmniejszyło. Potrzeba wszystkich tych łagodzących środków wreszcie zniknęła i mogłem powrócić do normalnego jedzenia. Można sobie tylko wyobrażać, jak wyglądała dieta na jakiej musiałem żyć, odpowiednia dla wysokiego poziomu cholesterolu, hipoglikemii, zapalenia uchyłków, wrzodów, migreny, a przede wszystkim alergii.

Pamiętam, jak dawniej przeglądałem menu po wejściu do restauracji. Jedynymi rzeczami, które mogłem zjeść, były sałata i szpinak, ponieważ nasiona w innych warzywach mogłyby pogorszyć zapalenie uchyłków, a kwasy zaszkodzić wrzodom. Nie mogłem jeść pomidorów i oczywiście niczego, co zawierałoby cukier. Nie mogłem jeść również makaronu, żadnego pieczywa, deseru, ani mięs; musiałem ich unikać z powodu dny moczanowej i podwyższonego poziomu kwasu moczowego. Tak naprawdę zostało mi bardzo niewiele rzeczy, które mogłem spożywać.

Gdy moje zdrowie się poprawiło, odkryłem, że dieta także jest systemem wierzeń. Jest to niestety wadą holistycznego podejścia do zdrowia – poglądu, że większość produktów jest dla nas szkodliwa. Szkodzą nam, ponieważ wierzymy, że tak będzie. Nic takiego nie istnieje w :rzeczywistym” świecie. W rezultacie nie jestem na diecie niskocukrowej, o niskiej zawartości cholesterolu i tłuszczów. Mój cholesterol i poziom cukru we krwi są w normie.
Jestem na normalnej diecie i nigdy więcej nie miałem ataku dny moczanowej. Okazało się, że wszystkie te przypadłości były wynikiem systemów wierzeń.

Jeśli kierujemy się systemem wierzeń związanym z dną moczanową, wówczas będziemy mieć wszystko, co tylko się z nią wiąże, włącznie z przekonaniem, że pewne rodzaje mięsa rzekomo ją wywołują, jak na przykład marynowany śledź, którego uwielbiam (i jem niemal codziennie). Dochodziło do tego, że miałem straszne ataki bólu po zjedzeniu nawet maleńkiej ilości pasztetu z wątróbki na krakersie.

Zawsze opowiadam historię o tym, jak kiedyś usmażyłem całą patelnię wątróbki i nerek dla mojej kotki, myśląc że wszystko zje. Jednak ona tylko powąchała i odeszła. Wypełniały całą patelnię i pachniały wspaniale, bo dodałem do smażenia cebulę i trochę bekonu. Wrzuciłem nawet trochę kocimiętki, ale Kitty nic nie chciała zjeść. I wtedy nagle zrozumiałem, że wszystkie moje dietetyczne ograniczenia to tylko jakiś szalony system wierzeń, który zagnieździł się w mojej głowie i powiedziałem: „Jestem nieskończoną istotą. Nie zależę od tego. To zupełny absurd.” A później usiadłem i zjadłem prawie całą patelnię nerek i wątróbki. Nie muszę chyba wspominać, że nie dostałem ataku bólu ani wtedy, ani nigdy od tamtego momentu. Po prostu unieważniłem ten system wierzeń. Był tylko żartem – smutnym co prawda, ale żartem. Jesteśmy zależni tylko od tego, w co wierzymy – świadomie lub nie. (…)

Virgo
W języku polskim pojawiły się 3 książki dr. Hawkinsa: „Siła czy moc”, „Przekraczanie poziomów świadomości” oraz „Przywracanie zdrowia”. Kolejne są w przygotowaniu. Poniżej link do witryny wydawnictwa Virgo gdzie dostępne są wszystkie trzy książki oraz informacje o dr. Davidzie Hawkinsie jak również darmowe rozdziały każdej z książek.

Virgo Books – książki budzące świadomość: http://virgobooks.pl/

Inne ważne linki:
Edyta W. Nikielska, Regresja EFT Trener : www.podlasem.manifo.com
Portal Myślę inaczej: http://www.mysleinaczej.pl/

David R. Hawkins (1927-2012)
dr nauk medycznych, znany psychiatra, lekarz, nauczyciel duchowy i wykładowca. Był dożywotnim członkiem American Psychiatric Association (Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego), a swoją karierę w psychiatrii zaczął w 1952 roku. Od czasu kiedy zaniechał swojej intensywnej praktyki w Nowym Jorku, aby wieść życie naukowca, nadal zajmował się pacjentami o specjalnych potrzebach. W 1973 roku wraz z noblistą Linusem Paulingiem, napisał nowatorską książkę Orthomolecular Psychiatry. Jego wybitne dokonania jako terapeuty i nauczyciela zostały odnotowane w biograficznej publikacji Who’s who in America. Był dyrektorem The Institute for Advanced Theoretical Research (Instytutu Zaawansowanych Badań Teoretycznych). Jego prace jako badacza, który opracował Mapę Poziomów Świadomości oraz lekarza były pionierskie, a jego praktyka kliniczna była w latach 1968-1979 największą w USA. Opublikował setki artykułów i wykładów oraz kilkadziesiąt książek. Wykładał na największych uniwersytetach (Harvard, Oxford i inne), a także dla międzynarodowej dyplomacji. Swoje życie poświęcił podniesieniu ludzkiej świadomości.


Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.