Pigułki wiary uzdrawiają chorych


O tym, że wiara wielka i głęboka potrafi uzdrawiać, wie prawie każdy. Wystarczy chociażby odwiedzić słynny Klasztor Jasnogórski i zobaczyć tłumy, codziennie ogromne tłumy ludzi, którzy zniszczeni ciężkimi chorobami i kalectwami modlą się przed cudownym obrazem Matki Boskiej o uzdrowienie. Wielu z nich opuszcza kościół o własnych siłach, chociaż weszło do niego przy pomocy bliskich. Miejsc kultu jest na świecie i w naszym kraju wiele. Temat cudów był i jest od lat tematem, który trafia zarówno na łamy czasopism o charakterze ezoterycznym, jak również na łamy publikacji naukowych lub popularno-naukowych. I tak o sprawach wiary i jej leczniczych właściwościach niejednokrotnie, można było czytać w amerykańskim „LONGEVITY”, w którym serię artykułów i felietonów umieszczano pod wspólnym tytułem „Uzdrawiające pigułki wiary”.

Małe Lourdes – wielkie cuda

Żadne miejsce na świecie nie identyfikuje się bardziej z cudownymi uzdrowieniami niż małe miasteczko francuskie — LOURDES. Od 1858 r., gdy mała wieśniaczka tutejsza: Bernadette Soubirous — późniejsza święta Bernadetta — doniosła o zjawieniu się Matki Boskiej w grocie w pobliżu miasteczka, zapisano pięć, co najmniej pięć tysięcy (!) cudownych uzdrowień.

Przyszli nagłe do zdrowia ludzie konający na zaawansowanego mocno raka i wiele innych, nieuleczalnych lub trudno leczących się chorób. Wstawali także na nogi kalecy, których tu, do groty, przywieziono – na wózkach lub wniesiono po prostu na rękach. W większości wypadków O TYCH WYLECZENIACH MOŻNA MÓWIĆ JAKO O CUDACH.

Dla Kościoła katolickiego nazwanie jakiegoś uzdrowienia cudownym wymaga dokładnego sprawdzenia. Dzisiaj jedynie kilkadziesiąt wyleczeń w Lourdes oficjalnie określono jako cuda, po skrupulatnym badaniu przez (także) komisję lekarską miejscową, następnie międzynarodową, a również i przez biskupa, który poddał obserwacjom czy zlecił obserwację cudownie uzdrowionych. Rozpatruje się przy tym tylko autentyczne choroby organiczne. A cudowna kuracja musi być spontaniczna, nie zaś wynikła z jakiejś lekarskiej terapii. Inaczej sprawy cudu się nie rozpatruje. I nie uznaje.

Uratowana jedenastolatka

Jednym z najbardziej uznanym cudów w Lourdes było uratowanie jedenastoletniej dziewczynki z Włoch, którą atakował rak zwany sarkomą Ewinga. Dziecko przywieziono do cudownej groty tuż przed orzeczoną jako konieczna amputacją jednej z nóg. ‚Powróciło z Lourdes do domu pozbawione zupełnie choroby rakowej. W 1989 r. jej wyleczenie oficjalnie nazwano CUDEM. Zwykle pielgrzymi przybywający do Lourdes biorą udział w procesjach, przyjmują komunię, modlą się intensywnie i zanurzają się lub skrapiają wodą z groty, uważaną za mającą specjalne, nadprzyrodzone właściwości. W sumie nie można tu mówić o jakichś masowych wyleczeniach. Fizycznie uzdrowieni zdarzają się, raczej rzadko. Według Biura Medycznego w Lourdes jest ich 1 na 40 tysięcy poddających się leczeniu.

Ale przecież o Lourdes trudno mówić i pisać w kategorii statystyk czy obliczeń. Liczy się tam potencjał wiary przede wszystkim. Chociaż więc mało zupełnie wyleczonych w Lourdes, wszyscy tam przebywający zostają zaszczepieni potężnym lekiem — pocieszenia i WIARY. Lourdes to najbardziej znane miejsce, w którym wiara czyni cuda. Jest jednak wiele innych, także słynnych od wielu lat, gdzie wiara bywa najskuteczniejszą terapią. Większość z nich stanowią sanktuaria katolickie, jakkolwiek nagłe i nieoczekiwane wyzdrowienia odnotowują tradycje właściwie wszelkich religii na naszej planecie.

Szóstka z Medjugorie

W licznych krajach przeprowadza się szczegółowe badania i dochodzenia, żeby oddzielić możliwości mistyfikacji czy bluffu od prawdy. Badania potwierdzają jednak tylko to, co już tkwi w powszechnej, zakorzenionej opinii o danym cudownym miejscu i jego możliwościach i szansach terapeutycznych. Ludzie wierzą święcie, że tam, gdzie ktoś został cudownie wyleczony, cud może się znowu wydarzyć, wierzą też, że można go wyprosić i wymodlić. Z popularnością Lourdes zdaje się rywalizować jugosłowiańskie Medjugorie, dokąd ściąga z licznych krajów rok rocznie około dwu milionów wiernych! Opowiada się tam, ze 25 czerwca 1981 roku szóstka spacerujących dzieci zobaczyła nagle na drodze Matkę Boską, która przykazała im modlić się gorąco za pokój. Dzieci wyrosły na dorosłych, którzy nadal opowiadają ludziom o zjawieniu się Najświętszej Panny. Trójce z nich (Ivan, Vicka, Marija) przez czas już ponad 31 lat objawień prawie codziennie, pozostałej trójce (Mirjana, Ivanka, Jakov) z różną częstotliwością, raz w roku bądź raz w miesiącu. Tak więc spotkania z Matką Chrystusa, w których ciągle uczestniczą wizjonerzy oraz masy pielgrzymów, trwają. Codziennie po kilka do kilkudziesięciu minut! Rzecz odbywa się w kościele świętego Jakuba. A około 400 udokumentowanych fizycznych i psychicznych uzdrowień jest rezultatem tych misteriów. Zapisano je skrupulatnie w kronikach Medjugorie. Wiele więc osób uratowano od takich strasznych chorób jak rak czy paraliż.

Czy to wszystko jest prawdą? Cóż, jak na razie Watykan nie opowiedział się na temat objawień ani po jednej ani po drugiej stronie. Wiadomo jednak, że w 2010 roku zapoczątkowano skrupulatne dochodzenie prowadzone pod kierownictwem zwierzchnika Kongregacji do Czci i Wiary – obecnie jest nim Kardynał Camillo Ruini. Dochodzenie jak powszechnie wiadomo zakończono nie tak dawno bo 18 stycznia 2014 roku. Tomy zgromadzonych w ścisłym sekrecie dokumentów i wniosków trafić mają do papieża Franciszka, który ma „ostatnie słowo” do powiedzenia w tej sprawie. I już teraz wiadomo, iż na ostateczny werdykt Kościoła Katolickiego trzeba będzie jeszcze poczekać.

Europa nie ma patentu na nadzwyczajne zjawiska. Także i w Stanach Zjednoczonych donosiło się dość często o Boskich Manifestacjach. Jedna z najbardziej znanych nosi miano Naszej Pani od Róż. W 1970 roku pomoc domowa z Nowego Jorku, Weronika Lueken, oświadczyła, że w jej domu pojawiła się sama… Madonna. Zaraz w pobliskim kościele udało się Weronice zorganizować czuwania, zaś podczas nich, według słów nawiedzonej, Matka Boska za jej pośrednictwem wzywała ludzi do spowodowania religijnego odrodzenia. Fama o wydarzeniach gromadziła od czasu tego wydarzenia ogromne tłumy, tak że musiano czuwania przenieść z kościelnego wnętrza do lokalnego parku, gdzie odbywały się w każde święto. Gazeta pani Lueken donosiła ciągle o ewidentnych wydarzeniach uzdrowienia licznych chorych z raka i innych dolegliwości. Wiktoria Luken zmarła w 1995 roku zabierając swoją tajemnicę do grobu, tym bardziej, że w 1986 roku, ówczesny biskup diecezji brooklyńskiej – Francis Mugavero, oświadczył, że w wyniku wnikliwego dochodzenia Kościół Katolicki zdecydowanie potępił sfabrykowane objawienia pani Leuken uznając je za niezgodne z wiarą.

Mała kapliczka w Chimayo

W Chimayo, w Nowym Meksyku, znajduje się w małej kapliczce słynne sanktuarium, w którym wierni pozostawiają w dowód wdzięczności dla istot świętych setki cennych wotów. To za cudowne wyleczenia z najgroźniejszych chorób. Kapliczkę wzniesiono w miejscu, gdzie biło gorące źródło, o wodach od dawien dawna znanych jako lecznicze. Większość z około 300 tysięcy pielgrzymów (w tym ponad 30 tysięcy w czasie Wielkanocnych misteriów), przybywających rokrocznie w to miejsce, zostawia także przed ołtarzem setki listów z prośbami o przywrócenie zdrowia i sił. Nad ołtarzem góruje figura Bożego Dzieciątka. Wierni głoszą iż ziemia z terenów okalających sanktuarium ma również właściwości lecznicze. Miejsce uznano za jedno z najważniejszych punktów pielgrzymkowych w USA nadając mu miano „amerykańskiego Lourdes”.

Płaczące obrazy

Chociaż jednak tysiące i setki tysięcy modlących się przewijają się codziennie przez wszystkie na świecie miejsca nadprzyrodzonych nawiedzeń, jedynie tylko mała grupka doświadcza dobrodziejstw leczniczych. Za to tysiące wiernych z USA i z innych krajów było świadkami… jak płakały postacie na figurach i obrazach. Zjawisko to wywołuje zawsze ogromne wrażenie. Większość płaczących wizerunków i figur przedstawia osobę Matki Bożej. Przede wszystkim płacze Matka Boska Amerykańskich Pielgrzymów w pewnym domu na Long Island. Obrazy płaczące obserwowano także w Greckim Ortodoksyjnym Kościele na Oueens, w Nowym Jorku. Przedstawiały one wizerunki Chrystusa oraz świętej Ireny.

Sprawa nagłych nawiedzeń zwykłych ludzkich istot przez istoty święte oraz płaczące obrazy świętych – wszystko to można, rzecz jasna, rozpatrywać w kategoriach wiary. Nie ma bowiem w tych przypadkach „namacalnych” dowodów prawdy, naukowej obiektywizacji zjawisk. Natomiast wyleczenia z ciężkich chorób, takich jak na przykład rak czy paraliż, należą do realnej prawdy, którą naocznie i za pomocą precyzyjnej aparatury stwierdzano u tych, którzy po kontemplacjach i modlitwach – skazani już przez medycynę na śmierć – powrócili do normalnej egzystencji. Liczni odnoszą te wyzdrowienia do Boskiej interwencji, inni uważają je za skutki stosowania medycyny, posługującej się zamiast prawdziwymi lekami, tzw. placebo. Lekiem zastępczym, obiektywnie nieskutecznym, a jednak skutkującym, Takim zastępczym lekarstwem miałaby być silna wiara. Tak czy owak – to właśnie WIARA SPRAWIŁA I SPRAWIA, ŻE ZDARZA SIĘ COŚ NAPRAWDĘ CUDOWNEGO.

Napisane przez

Adam S. Hollanek – Dyrektor artystyczny, grafik oraz specjalista do spraw marketingu z 20 letnim stażem zawodowym. W latach 90-tych studiował na wydziale Geografii i studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w projektowaniu gazet codziennych oraz wydawniczych systemach w mass-mediach. Wieloletni dyrektor artystyczny w szeregach czołowych gazet amerykańskich: USA Today, Asbury Park Press, Daily Record, New York Post.