Niepoczytalni oprawcy kobiet


Autor: Hanna Hamer – „Nie z tej ziemi”

PROCES DZIECI W SZWECJI

Wielki proces dzieci w Szwecji zaczął się od tego, że piętnastolatek Erie Ericsen oskarżył osiemnastoletnią Gertrudę Svensen, iż porywa dzieci i ofiarowuje je diabłu. Inne dziewczęta i chłopcy zaczęli oskarżać niektóre kobiety, że z nakazu diabła zabierały je ze sobą na sabat czarownic. Rosło podniecenie, psychoza zataczała coraz szersze kręgi. Wieść o diable władającym duszami setek dzieci dotarła do Sztokholmu.

Odprawiono modły, przybyła stosowna komisja. Dzieci rzucały oniemiałym z przerażenia kobietom najfantastyczniejsze oskarżenia. Na diabelską ucztę na sabacie składały się podobno: kapuśniak ze słoniną, owsianka, ser i mleko – szczyt obżarstwa, jaki marzył się wiejskim dzieciom.

Diabeł bił podobno dzieci kijem, a śladów nie było, bo zapowiedział im z góry, że sińce podczas badania znikną. Wysłannicy królewskiego rządu spalili siedemdziesiąt kobiet i piętnaścioro dzieci uczestniczących w sabatach. Trzydzieścioro sześcioro dzieci (9-12 lat) otrzymało karę chłosty, która miała być wymierzana co niedzielę przez okrągły rok, dwudziestka dzieci dostała jednorazową chłostę, a 47 osób uniewinniono.

Wieść o tej erupcji obłędu w luterańskim królestwie wywołała głębokie poruszenie w innych protestanckich krajach. Jak zwykle w przypadkach zbiorowej psychozy, dzieci wiły się w konwulsjach lub popadały w omdlenie.

W trzech innych parafiach Szwecji ścięto lub spalono 70 osób. W 1675 r. gorączka ogarnęła także Sztokholm. Oskarżenia i aresztowania sypały się jak z rękawa. Ale znaleźli się na szczęście rozumni i odważni ludzie, którzy nie uznali niedorzecznych oskarżeń i wymuszonego przyznania się do winy. Donosicielom za oszustwo wymierzono dotkliwa karę cielesną i finansową. Skarb państwa wypłacił niewinnym po trzy tysiące talarów. I tak się zakończył ostatni proces czarownic w Szwecji.

W Niderlandach wieść o tym, co działo się do niedawna w Szwecji, poruszyła oświecone umysły i skłoniła do działania.

ROZSĄDEK I ZAŚLEPIENIE W NIDERLANDACH

Obłędna Idea prześladowań, wyłożona w „Młocie na czarownice”, zaczęła krzewić się w Niderlandach dopiero w XVI w. Początkowo spotkała się ze sprzeciwem rozsądnych ludzi, ale od 1542 r. zapanował paniczny lęk przed czarownicami. Więzienia były przepełnione mężczyznami i kobietami, których podejrzewano o czary. Jeden z samowładnych dziedziców, Bernard van Merode, poddawał w lochach swego zamku ofiary nieopisanym męczarniom. Wśród sterroryzowanej ludności zrodził się ruch oporu i władze zwierzchnie prowincji zaczęły interweniować w obronie ludności. Samowola oprawcy została ukrócona, ale obłęd prześladowczy trwał. W mieście Roermond i trzech okolicznych wioskach spłonęły na stosie 64 osoby na skutek doniesienia dwunastolatki, która zadenuncjowała zresztą także własną matkę. Polowania zataczały coraz szersze kręgi. W sierocińcu w Amsterdamie w 1566 r. wybuchła epidemia opętania. Dzieci tarzając się wypluwały z ust pokrytych pianą najohydniejsze wyzwiska pod adresem wychowawców i duchownych. Wrzaski trwały dopóty, dopóki nie zdecydowano się na wydawanie dzieciom przepustek na miasto. Okazało się, że demony milkły. Napięcie, spowodowane zbyt długo tłumionymi odruchami buntu przeciw monotonii ściśle uregulowanego życia w zakładzie i rygorom surowej dyscypliny, rozładowywało się. Co ciekawsze, tam gdzie wydano choćby jeden wyrok uniewinniający, ustawały donosy, pomówienia i oskarżenia. Sądy coraz powszechniej żądały dowodów winy, a w przypadkach ich braku oskarżycieli skazywano na wysokie grzywny lub areszt.

Kres procesom czarownic w Holandii położyło przestrzeganie obowiązujących zasad prawnych

Bez wyraźnych dowodów winy, i to nie pochodzących od dzieci lub szatana, nie wolno było nikogo skazać. Ogłoszono, że stosowanie tortur urąga poczuciu sprawiedliwości i chrześcijańskiemu nakazowi miłosierdzia. Opiekowano się uchodźcami z innych krajów. Nie słuchano samooskarżeń. W miasteczku Oudewater ważono na miejskiej wadze wszystkich obawiających się oskarżenia o czary i wydawano zaświadczenia, że ma się „odpowiednią” wagę. Próby wagi w innych krajach dawały z reguły wynik negatywny, to znaczy okazywało się, że waga ciała jest właściwa czarownicy, czyli za mała (mogła więc latać na sabaty).

Badanie czarownicy - autor T. H. Matteson. (Examination of a Witch by T. H. Matteson).

Badanie czarownicy – autor T. H. Matteson. (Examination of a Witch by T. H. Matteson).


Do bohaterów odważnie przeciwstawiających się machinie zabijania kobiet należał lekarz Wierus, który nie tylko publikował rozprawy polemizujące z „Młotem na czarownice”, obalając kolejno absurdalne pomysły Insitorisa i Sprengera, ale także leczył z powodzeniem „nawiedzone” przez szatana mniszki. Stosowany przez niego w terapii zdrowy rozsądek święcił triumfy.

Co ciekawe,
kobiety w żadnym z europejskich krajów nie broniły się przed oskarżeniami. Bezradne, bezbronne, przerażone i pozbawione możliwości ochrony, poddawały się bestialstwu oprawców

Obrony podejmowali się mężczyźni – co prawda bardzo nieliczni.

CZAROWNICE Z SALEM

Do purytańskiej kolonii Massachusetts w Ameryce słuchy o polowaniach na czarownice w Europie docierały za pośrednictwem angielskiej metropolii. W koloniach obowiązywały te same zasady co w dobrej starej Anglii, gdzie czarownic nie palono, lecz je wieszano i przydarzyło się to jedynie 12 osobom – jeśli pominąć Salem. Bo wieś Salem stanowiła ognisko obłędu. Liczyła nie więcej niż setkę domostw, tworzyła jednak odrębną gminę. Droga ze wsi do miasta Salem była daleka i uciążliwa. Były to dla purytańskich osadników czasy pełne niepokoju i trwogi. Nękały ich nieurodzaje, szerzyła się epidemia ospy i wciąż napadali Indianie, stąd łatwo było o myśl, że to szatan zawziął się na nich. Jeśli dodać do tego fanatyczną żarliwość religijną, będziemy mieli obraz stanu ducha osadników bezpośrednio przed procesem czarownic. Horda opętanych dziewcząt, które wystąpiły w roli oskarżycielek, liczyła piętnaścioro dzieci, a wszystko zaczęło się od małej, dziewięcioletniej córeczki duchownego Samuela Parrisa i jego jedenastoletniej siostrzenicy Abigail. Dziewczynki lubiły przesiadywać całymi dniami w kuchni, słuchając niesamowitych opowieści niewolnicy, Murzynki Tituby. Grono zainteresowanych słuchaczek poszerzało się stopniowo, dziewczynki z wypiekami na twarzach chłonęły przerażające wytwory fantazji poczciwej, pełnej serdeczności niewolnicy. Pierwsze nie wytrzymały napięcia psychicznego Betty Parris i Abigail (1692 r.). Interwencja lekarza nie pomogła, a ponieważ zaburzenia świadomości utrzymywały się, wieść, że dziewczynkom zadano czary, szybko rozeszła się po wsi. Pozostałe słuchaczki Tituby także zaczęły coś niezrozumiale bełkotać, wić się w drgawkach i raz po raz zapadać w stan odrętwienia, po czym znów wrzeszczały i miotały się. Wezwano na pomoc duchownych z miasta Salem. Modlitwy i posty nie pomagały, zły duch nie opuszczał dziewcząt. Ciskały Biblią po ścianach, próbowały wzniecać pożary w zamkniętych pomieszczeniach, toczyły pianę z ust. Nalegano, by wyznały, kto je opętał. Wymieniły Titubę i dwie inne panie.

Rozprawa sądowa odbyła się w wiejskim kościółku, przewodniczył sędzia John Hathorne z miasta Salem. Tituba potwierdziła wszystkie zarzuty, z właściwą sobie swadą opisując sabaty, w których regularnie uczestniczyła. Słuchano jej zeznań z nabożeństwem pomieszanym ze zgrozą. Pomiatana dotąd niewolnica poczuła się wreszcie ważna. To był zapewne mechanizm przyznawania się do nie popełnionych win przez wiele lekceważąco i pogardliwie traktowanych kobiet. Dwie pozostałe oskarżone, jak to sąsiadki, posądzały się wzajemnie o konszachty z diabłem, ale zaprzeczały stanowczo własnej winie. A nasze opętane pannice stawały się coraz bardziej zuchwałe i złośliwe, pewne uznania i bezkarności. Za cel ataków obrały kobiety i mężczyzn cieszących się w Salem powszechnym szacunkiem, zwłaszcza tych, którzy nie ukrywali, że cała ta historia jest mocno naciągana.

Szczególnie dużo oskarżeń rzucała dwunastoletnia Anna Putnam, będąca pod fatalnym wpływem skłóconej ze wszystkimi matki. Przekazana dziecku nienawiść do ludzi owocowała pomówieniami. Oskarżone osoby niezwłocznie stawały przed sądem. Dziewczynki demonstrowały na ich widok draśnięcia i skaleczenia, krzyczały, że są przez te czarownice kłute szpilkami, naśladowały z błędnym okiem wszystkie ruchy nieszczęsnych, prawdziwych ofiar. Zaślepieni sędziowie odrzucali wszelkie, bardzo zresztą nieliczne, głosy sprzeciwu w stosunku do zeznań biednych, niewinnych istot, które podczas wykonywania wyroku przyglądały się swojemu dziełu z uśmiechem mściwej satysfakcji.
Jedyna dziewczynka, która przestała nagle miewać napady, to Mary Proctor, córka porządnego i odważnego człowieka, który posadził ją przy kołowrotku i zagroził porządnym laniem. Horda opętanych nie darowała jej tego i następnego dnia małżonkowie Proctor stanęli przed sądem jako niebezpieczni czarownicy. Ich majątek skonfiskowano. Tak zginęli wszyscy, którzy mieli jakiekolwiek zatargi z rodzinami oskarżycielek. Nie darowały nawet miejscowemu duchownemu…

Mimo że obowiązujące tam angielskie prawo zakazywało tortur, powszechnie męczono kobiety przed odebraniem im życia. Ludzie z przyjemnością wywlekali osobiste urazy, zgłaszając się z donosami, i nie mając dość wyobraźni, aby przewidzieć, że będą następnymi ofiarami. Na więziennym łańcuchu skonała pięcio-
letnia córeczka jednej z czarownic.

Anna i Abigail podróżowały po sąsiednich miejscowościach, użyczając swego talentu w wykrywaniu czarownic. Rozpętało się rzeczywiste piekło. Okazało się bowiem, że wszystkie niewiasty są czarownicami. Sędziowie przestali podpisywać wyroki i wstrzymywali się z nakazami aresztowania. Po oskarżeniu żony gubernatora przyszło wreszcie otrzeźwienie. Zaczęto wypuszczać z więzień początkowo dzieci, potem dorosłych. W maju 1693 roku ogłoszono amnestię. Niestety, pozostałych przy życiu nie było już wielu. Nastąpił jednak w końcu czas skruchy i pokuty.

Historia lubi się powtarzać. Co jakiś czas gwałcone są prawa jakiejś grupy, zwykle dzieje się tak wtedy, gdy jest ona zbyt słaba, by się bronić, i gdy nadchodzi czas kryzysu społecznego, politycznego lub ekonomicznego. Prześladowaniom sprzyja głupota, sadyzm i łamanie prawa. Kiedy uzna się jeden punkt widzenia za właściwy, może nadejść czas zdziczenia i palenia czarownic. Warto zatem bronić wolności słowa i myślenia.

Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.

Brak komentarzy.

Zostaw wiadomość

Musisz się zalogować to post a comment.