Niemieckie inferno. Tajemnica gminy anabaptystów.


Ktoś, kto zawędruje do Münster (czy też, jak chcą polscy geografowie, do Monasteru), zadbanego, uniwersyteckiego miasta w Westfalii niedaleko holenderskiej granicy – prędzej czy później będzie musiał natknąć się na ślad nowochrzcicieli. W samym centrum miasta na wieży kościoła św. Lamberta, wysoko aż nad zegarem, wiszą trzy duże żelazne klatki. W styczniu 1536 roku, po zdobyciu murów miasta przez wojska biskupa von Waldecka, umieszczono w nich ciała trzech przywódców ruchu anabaptystów czyli „nowochrzcicieli”. Dla odstraszenia ewentualnych naśladowców.

Kim byli, czego chcieli, dlaczego zgotowano im taki okrutny los? Intencje mieli szlachetne. Chcieli zbudować państwo idealnej sprawiedliwości, stworzyć raj już na ziemi. Korzystając z wiatrów Reformacji, wiejących wówczas silnie w Europie, podjęli próbę powrotu do prostoty życia pierwszych chrześcijan. Praca we wspólnocie i dla wspólnoty! Pieniądze zostały zlikwidowane. Bogaci zatrzymali ze swego dorobku tylko tyle, ile niezbędne jest do życia. Długi zostały umorzone. Tolerancja miłość bliźniego, braterstwo. Te piękne hasła i czyny szybko przyciągnęły do nowe gminy najznakomitszych mieszczan, którzy zrazu bez wahania pozbywali się gromadzonych przez pokolenia bogactw i rozdzielali je między potrzebujących. Zewnętrznym zaś przejawem rozpoczęcia nowego życia był powtórny chrzest ludzi dorosłych, świadomych swego wyboru. Stąd nazwa ruchu: “nowochrzciciele”. Niebawem zjednoczyły się jednak przeciw nim dwa zwaśnione dotychczas obozy: luteranie i katolicy. Szybko bowiem sprawa przestała dotyczyć tylko liturgii czy wiary. Utopijna gmina nowochrzcicieli stawiała przecież na głowie także cały istniejący porządek społeczny. A biskup Monasteru Frang von Waldeck był również ŚWIECKIM zwierzchnikiem miasta i władzy tej nie zamierzał się pozbywać.
MuensterHinrichtungTaeufer

Być może najciekawsze jest jednak to, co działo się w ciągu dwóch burzliwych lat istnienia monasterskiej gminy w niej samej. Jak pod lupą widać bowiem jak szlachetna idea, pod naporem codzienności, z dnia na dzień degeneruje się i wyrodnieje. Czy nie było to później losem wielu innych rewolucji religijnych i społecznych, które nie mogąc osiągnąć upragnionego celu słowem, perswazją, apelem i agitacją – szybko decydowały się sięgnąć po przymus, terror i zbrodnię? Na początku zawsze w nadziei, że to tylko na chwilę, na moment, w obronie wyższych celów!

W roku 1533 przybywa do Monasteru jeden z popularnych w tamtych czasach wędrowych luterańskich kaznodziei – Melchior Hoffmann. Hoffmann jent przekonany o zbliżaniu się Sądu Ostatecznego. Jego poglądy z czasem radykalizują się coraz bardziej. Głosi więc, że – zanim nadejdzie czas “Nowej Jerozolimy” – należy zniszczyć i wypalić “Stary Babilon”. Tę właśnie ideę ma wcielić w życie pozostawiony na miejscu przez „proroka” piekarz z pobliskiego holenderskiego Haarlemu, Jan Mathys. Dość szybko spora cześć mieszkańców Monasteru ulega tej wizji. Po ulicach krążą w ekstazie gromady mężczyzn i kobiet nawołujące do przyjęcia nowej religii, do ochrzczenia się na nowo. “Czyńcie pokutę, nawracajcie się! Zbliża się godzina sądu ostatecznego!” I rzeczywiście liczne patrycjuszowskie rodziny Monasteru przechodzą ceremonię drugiego chrztu, rozdzielają swoje dobra, pieniądze, ubrania… I ciągle robią to jeszcze bez przymusu.

Ale w “Arce Noego” w jaką Jan Mathys zmienić chce Monaster wobec nadal nadchodzącego końca świata jest jeszcze nadal wielu “niegodnych”, którzy nie ulegli wizjom nowych proroków. Są to katolicy i ci luteranie, którzy pozostali przy dawnej wierze. I oto, szybko zapominając o głoszonych pierwotnie ideałach równości, tolerancji, braterstwa, “nowochrzciciele” wypędzają ich z miasta. Ścigają zaś do grodu swoich zwolenników z pobliskich okolic. To już jest poważna eskalacja konfliktu; biskup von Waldeck, którego nowa rada miejska pozbawiła tymczasem zwierzchności organizuje wojska najemne i przystępuje do oblężenia. Jest zima roku 1534. Kiedy podczas jednego z wypadów za mury ginie Jan Mathys – jego miejsce zajmuje krawiec Jan van Laiden.

Odparcie szturmu wojsk biskupich wywołuje euforię; oto widomy znak że Bóg jest po naszej stronie! Ale oblężenie trwa nadal i sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna. Następnym krokiem van Laidena jest powołanie specjalnego sądu, któremu powierza się “wyplenienie wszelkiego zła”. Nikt oczywiście nie mówi już o równości czy tolerancji. Spadają pierwsze głowy. Ponieważ zaś w oblężonym mieście jest teraz duża przewaga kobiet – van Laiden, powołując się na przykład patriarchów Starego Testamentu, wprowadza poligamię. Nowa moralność głoszona jest już także z ambon nowochrzcicieli. Nie wszyscy są jednak posłuszni. Nastepuje więc kolejna seria egzekucji. 30 września 1534 roka Jan van Laiden obwołuję się królem. Nowy monarcha widzi szansę utrzymania się na tronie tylko przez dalszą eskalację strachu i terroru. Jednej ze swoich żon, nie dość gorliwej w głoszeniu prawd nowej wiary, osobiście ucina głowę.

Miasto ciągle jednak jest oblężone przez wojska biskupie. Jedyna szansa to ściągnięcie jakiejś pomocy z zewnątrz. Van Laiden każe więc rozesłać kilkudziesięciu wysłańców, którzy mają szukać pomocy w niektórych gminach protestanckich zachodnich Niemiec i Holandii. Ale czeka już na nich tylko kat. Oto bowiem luteranie, początkowo życzliwie odnoszący się do idei nowochrzcicieli, teraz, zrażeni ich radykalizmem, odwrócili się od nich. Losy oblężonego Monasteru są wiec już przesądzone. Ostateczny atak wojsk biskupa następuje 29 czerwca 1535 roku. Pojmani przywódcy, wśród nich van Laiden, przez pół roku czekają w lochu na rozprawę. Wreszcie w styczniu 1536 roku zostają skazani i straceni, a ciała ich zawieszono w żelaznych klatkach na wieży kościoła św. Lamberta.

Tak oto, przeszedłszy przez wszystkie fazy piekła, zakończyła się jeszcze jedna szlachetna próba stworzenia na ziemi raju. Nie była to próba pierwsza i zapewne też nie będzie ostatnia. Cóż jest takiego w tej utopijnej idei, skoro, nie bacząc na klęski poprzedników, obierają ją sobie kolejne pokolenia rewolucjonistów?

Refleksja taka nasuwa się zapewne wielu z tych, którzy zetknęli się z historią “nowochrzcicieli” i oglądali okrutny symbol ich upadku: trzy żelazne klatki zawieszone na frontonie kościoła św. Lamberta w pięknym i cichym uniwersyteckim mieście niemieckim Monaster.

Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.