Moc ukryta na Wawelu


Wawel dla każdego Polaka stanowi skarbnicę narodowej kultury. Wawel, jakiego nie znamy, ezoterycy i okultyści określają mianem jednego z siedmiu filarów energetycznych Ziemi, dzięki znajdującemu się tam tajemniczemu kamieniowi.

mgr Stefan Zajem
(wicedyrektor Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu)

Byłem świadkiem wizyty na Wawelu premiera Indii – Nehru. Przyjechał tu z Oświęcimia. Wchodziliśmy na dziedziniec arkadowy przez renesansową bramę Berecciego. Powitatły go dzieci w strojach krakowskich. Pooglądał tylko architekturę dziedzińca arkadowego i wyszedł. Nie tylko nie zapytał, ale nie widziałem, żeby w ogóle miał zamiar interesować się czymś innym, a wydawało się, że kto jak kto, ale ten dostojnik stamtąd powinien o to zapytać. To samo wiceprezydent Indii Kriszna Menon – religioznawca, którego oprowadzałem po zamku. Myślę więc, że w tej całej sprawie więcej jest legendowej otoczki niż prawdy.

mgr Jan Błyskasz
(główny konserwator muzealny w Państwowych Zbiorach Sztuki na Wawelu)

Przytoczę opowieść pani Ireny Odrowąż-Pieniążek, z którą pracowałem w dziale naukowo-oświatowym w latach sześćdziesiątych. W czasie wizyty Nehru (nie pamiętam roku) pani Odrowąż-Pieniążek oprowadzała część delegacji Indii wraz z premierem po komnatach wawelskich. Po ich zwiedzeniu kilku Hindusów zwró-ciło się z prośbą o otwarcie drzwi do skrzydła zachodniego na parterze; prosili tylko o otwarcie, aby móc zobaczyć, co tam jest. Była zdziwiona, ale otworzyła. Ci Hindusi poprosili ją o pozostawienie ich na 15 minut samych. Czekała na zewnątrz, a kiedy wyszli, zaciekawiona, zapyłała ich o co im chodziło. Wyjaśnili jej, że uznają to miejsce za święte. Kiedy zaś poprosiła o szczegóły, zaprowadzili ją do krypty kościoła św. Gereona i złożyli parę kamyków u zbiegu północnego skrzydła transeptu z prezbiterium twierdząc, że tam, gdzieś w głębi, jest coś świętego, może święty kamień.

Sława Celewicz
(córka prof. Adolfa Szyszko–Bohusza)

W latach 20. mój ojciec dostał list od pani Borzobohatej, jakiejś filozofki czy teozofki, z prośbą, aby udostępnił jej i jakiemuś Hindusowi dostęp do kaplicy Gereona; prosiła jeszcze, aby nikt im nie przeszkadzał, gdy będą – jak wyraził się ojciec — „wdychać pranę”. W jaki sposób miało się to odbywać — nie wiem. Ojciec się zgodził i oni rzeczywiście przyjechali. Hindus był taki bardzo ascetyczny, wysoki, chudy. Ojciec ich tam zaprowadził, dał im klucz; nikt im nie przeszkadzał, nikt ich nie podglądał. Wyszli, podziękowali i poszli. Co tam robili — nie wiemy.

Stefania Szyszko-Bohusz (fragment pamiętnika)

Przy badaniu i porządkowaniu podwóreczka między katedrą i zamkiem Adzik natrafił na fundamenty i mury romańskie i gotyckie. Powstał problem: jak z tego wybrnąć, tym bardziej że szczątki te były częściowo pod schodami senatorskimi. Co zachować, a co poświęcić? No i w końcu Adzik wybrnął w ten sposób, że zastosował żelbetonową wiszącą konstrukcję, dzięki której wszystko zostało uratowane. Zanim Adzik przystąpił do pracy w terenie, długie tygodnie poświęcił studiom w Archiwum miasta Krakowa i w Bibliotece Jagiellońskiej; sprawdzał i zgłębiał przeróżne dzieła naszych uczonych, Długosza i zagranicznych, jak również — kierując się, jak zwykle, w dużej mierze intuicją, wyrysował plan tych wykopalisk, z których wyłoniła się bazylika — katedra św. Gereona. Jak bardzo dokładne i ścisłe były jego wykresy i rezultaty badań — dość że przy odkopywaniu i pomiarach tych murów okazało się, że się pomylił tylko o 5 cm. Znaleziono tam dobrze zachowane kolumienki, głowice romańskie; jedna o sznurowym ornamencie, fundament ołtarza, boczne absydy – główna znalazła się pod schodami, z lewej strony grobowiec z dobrze zachowanym szkieletem, resztki polichromii nad ołtarzem. Gdy już ta katedra św. Gereona zastała odsłonięta, udostepniona do oglądania, i gdy Adzik napisał o niej w monografii wydanej przez Towarzystwo Miłośników Krakowa. Zdarzył się dziwny wypadek: otrzymał list od p. Borzobohnej ze Lwowa, teozofki, z prośbą, aby Adzik pozwolił jej i pewnemu Hindusowi przyjechać do Krakowa specjalnie w celu zwiedzenia i pozostania na czas jakich w tej świątyni, gdyś to jest jedno z siedmiu miejsc w świecie, gdzie się wydziala prana.

Ks. Czesław Andrzej Klimuszko

Kamień filozoficzny. Pod takim tytułem ukazał się w naszej prasie kilkadziesiąt lat temu znamienny artykuł. Jego autor, profesor uniwersytetu, przedstawia w nim Hindusa, który bawiąc w Polsce, szukał na wzgórzu wawelskim filozoficznego kamienia. Tymczasem sprawa dotyczyła innego zupełnie zagadnienia. Zachowanie się hinduskiego gościa na Wawelu stało się tematem różnych domysłów i komentarzy. Naoczni świadkowie tak przedstawiają to wydarzenie: Hinduski profesor podczas zwiedzania królewskiego zamku na Wawelu, gdy opuścił komnaty zamkowe i znalazł się w kącie dziedzińca, poprosił towarzyszących mu polskich uczonych, ażeby go zostawili na 15 minut zupełnie samego. Stał przez ten czas nieruchomo, skupiony i obrócony twarzą ku wschodowi. Kiedy dołączył do grupy polskich profesorów, został przez nich zasypany gradem pytań. Profesor odrzekł tylko tyle, iż nurtowała go od dawna pewna sprawa i sądził, że tutaj właśnie będzie ją mógł rozstrzygnąć. Na pytanie, czy znalazł rozstrzygnięcie, Hindus tylko się lekko uśmiechnął i nic nie odpowiedział. Wydaje mi się, że hinduskiemu profesorowi chodziło nie o jakiś tam kamień filozoficzny, tylko o czakram wawelski. Wśród niektórych wykształ-conych Hindusów panuje mniemanie, że w ziemi, podobnie jak w ciele ludzkim, znajdują się czakramy, czyli gruczoły Ziemi. Są to skupiska skoncentrowanej energii pocho-dzącej z kosmosu i Ziemi. W dość szerokim zasięgu tej energii, przede wszystkim w centralnym źródle czakramu, gdzie jest ona najbardziej skupiona, życie ludzkie, tak pod względem fizycznym, jak i psychicznym, rozwija się optymalnie. Tam powstały najwspanialsze cywilizacje i dobrobyt. Jest tych czakramów na całej Ziemi siedem. Przypuszczalnie są rozmieszczone następująco: u podnóża piramid egipskich, w pasie mię-dzy rzekami Eufrat i Tygrys, w delcie Gangesu i jeszcze, gdzieś w miejscach dotąd nie znanych. Jeden z takich czakramów, i to podobno o wielkiej sile radiotwórczej, ma się znajdować na Wawelu. O czakramach znalazłem dwukrotnie wzmiankę w literaturze wschodniej. A o czakramie wawelskim opowiadał mi pewien Hindus w Warszawie. Zasadne będzie więc przypuszczenie, że wspomniany profesor, w sposób jemu tylko wiadomy, mógł szukać tego «gruczołu» na Wawelu”.

dr Zbigniew Piekarski
(Instytut Filologii Orientalnej UJ w Krakowie)

Powołuję się tu na sanskrycko-angielski słownik Moniera Wiliamsa, gdzie słowo „czakra” ma bardzo wiele znaczeń. Między innymi czytamy tam, że wywodzi się ono od pierwiastka „czar” albo „kri”. Jego znaczeniem podstawowym jest „koto”, np. powozu albo słonecznego wozu, co wiąże się z mitologią weddyjską; „koło czasu”, „koło garncarza”, „dysk”, „pocisk kulisty” (np. u Wisznu), „ogon pawia”, „koło astronomiczne”, „mistyczny okrąg” albo „dia-gram”, „cykl lat”; może być za-głębieniem ciała w praktykach mistycznych lub chiromanckich. Gdyby szukać źródeł rozumienia czakry jako ośrodka energii w organizmie, należałoby wiązać je z filozofią indyjską, z jogą, gdzie istnieje teoria łącząca się z otwieraniem czakramów człowieka w różnych momentach medytacji. Elementy wiedzy o czakrach były w hinduizmie ważne, wiąże się to też z pewnymi deformacjami nie tylko w hinduizmie, ale w różnych religiach, które się z niego wywodzą, z deformacjami dżajnizmu, buddyzmu. My to nazywamy „tantrą” czy tantryczną odmianą hinduizmu, buddyzmu, również i dżajnizmu. Były tam pewne elementy wiedzy niedostępne dla ludzi z zewnątrz, różne tajemne nauki i czakry jako ośrodki mistycznej energii w organizmie ludzkim. Z tantrą może wiązać się przyporządkowanie, odwzorowanie czakramów ciała na „ciało” Ziemi. Taką dziedziną była również teozofia, w której i Polacy mieli swój udział. Według mnie, bardzo wiele dla popularyzacji kultury indyjskiej zrobiła teozofka, pani Wanda Dynowska. Będąc w Krakowie, prowadziła poszukiwania na własną rękę i być może od niej wyszło twierdzenie, że na Wawelu może być jakaś czakra, jakaś energia. Pytany przeze mnie o opinię na temat czakramów prof. B.P. Tiwary z Uniwersytetu w Sagar (Indie), obecnie wykładowca na UJ, wskazywał na jogę i czakramy w ciele ludzkim. O czakramie wawelskim dowiedział się dopiero w Krakowie.

Fragmenty książki „Kamień wawelski?”, (Wacław Wantuch, Wydawnictwo CASTOR, Kra-ków 1992)

Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.