Kto zbudował Angkor Wat?

„Święte miasto”, położone na terenie dzisiejszej Kambodży, było największą metropolią starożytnego świata. W XII wieku, na 400 kilometrach kwadratowych, żyło tu ponad milion ludzi. Kiedy ówczesny Paryż liczył „zaledwie” 200 tysięcy mieszkańców, w skład największego kompleksu architektonicznego na Ziemi wchodziło ponad 250 świątyń i pałaców zbudowanych z kamiennych bloków.

Centrum metropolii stanowiła świątynia Angkor Wat (w języku Khmerów „Angkor” to -„miasto” a „Wat” – „świątynia”). Była to najpotężniejsza świątynia hinduistyczna i zarazem największa budowla sakralna na świecie. Otoczona 190-metrową fosą i niemal 5-metrowymi murami wznosiła się ze swoimi pięcioma wieżami na wysokość 65 metrów.

W pobliżu świątyni, na przestrzeni 9 kilometrów kwadratowych, rozciągał się cały kompleks ufortyfikowanych gmachów z kamienia. Grubość murów przekraczała 8 metrów, a do miasta prowadziły 23 bramy. Nieprawdopodobnym cudem świata była świątynia Bayon otoczona kamienną kolumnadą i ozdobiona 216 olbrzymimi głowami. Nikt nie wie kogo przedstawiały tajemnicze twarze z zagadkowym uśmiechem. Niesamowite, skierowane w cztery strony świata, wykute na ogromnych wieżach.

Imperium Khmerów upadło w XV wieku a cywilizacja, która ją zasiedlała, dosłownie zniknęła. Azjatycką metropolię odkrył na nowo w 1850 roku misjonarz Charles-Emile Bouillevaus. „Przedzierając się przez dżunglę ujrzałem ogromne ruiny, będące, jak mi powiedziano, pozostałościami po królewskim pałacu” – napisał – „Na ścianach, pokrytych rzeźbami od góry do dołu, zobaczyłem bitwy toczone z udziałem słoni oraz mężczyzn walczących na kije i piki bądź strzelających z łuku trzema strzałami jednocześnie”. Był to prawdziwy cud. Miasto zarosła dżungla, a korzenie ogromnych drzew rozsadziły kamienne bloki. Nic dziwnego, że prace wykopaliskowe trwają do dziś a zdjęcia radarowe NASA odsłaniają nadal zarysy nowych budowli i zbiorników.

Warto przypomnieć, że mimo obaw całego świata, miasta nie zniszczył reżim Pol Pota, który zamierzał wykorzystać zbiorniki wodne do uprawy ryżu. Dobrze to ale i źle zarazem, ponieważ Czerwoni Khmerowie przerwali prace archeologiczne i uczynili z metropolii twierdzę. Do dziś trwa oczyszczanie niektórych świątyń z setek min przeciwpiechotnych.
Ale kto to wszystko zbudował? I kiedy?
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Historycy twierdzą, że metropolia powstała z rozkazu potężnego khmerskiego władcy króla Suryavarmana II. Angkor Wat była początkowo poświęcona bogu Wisznu. Król był ponoć tak potężny, że utożsamiał się z samym Bogiem. Jego miasto miało być ziemską repliką niebiańskiego świata. Miniaturą wszechświata w kamieniu. Na najwyższym piętrze świątyni, pokrytej złotem znajdował się złoty posąg Wisznu na grzbiecie Garudy – świętego ptaka o ludzkim ciele ze szponami drapieżnika. Fosy otaczające świątynię symbolizowały ocean otaczający świętą górę z hinduistycznych mitów. Tylko w jednej ze świątyń, wcale nie największej (Ta Prohm), przechowywano ponad 500 ton złota, 40 tysięcy pereł i ponad 5 tysięcy szlachetnych kamieni. Kolejny król Dżajawarman VII przekształcił świątynię na buddyjską. Po jego śmierci niektóre fragmenty świątyni zamurowano np. wspomnianą komorę z figurą Buddy.

I tu zaczyna się problem. Bo tak naprawdę o powstaniu Angkor wiemy bardzo mało, a największa azjatycka metropolia jest jedną z największych zagadek budowlanych świata.

Nawet sprawa zaniku cywilizacji Khmerów nie została wyjaśniona. Twierdzi się, że system irygacyjny doprowadził do daleko idącej zmiany klimatu i z powodu suszy trzeba było opuścić miasto. Ale dokąd udali się Khmerowie? Inna hipoteza głosi, że zostali podbici przez sąsiednie Królestwo Ayuttaha, ale znając waleczność tego narodu trudno przypuszczać, że cywilizacja, która od IX do XV wieku panowała w południowo – wschodniej Azji od Birmy po Wietnam, poddała się bez walki. Wokół kamiennych budynków nie znaleziono niczego: szkieletów, narzędzi, przedmiotów domowego użytku. Na stellach i murach miasta zachowało się 1300 inskrypcji ale żadna nie mówi nic o upadku imperium. Archeolodzy sądzą, że wznosząc kamienne monumenty Khmerowie mieszkali w drewnianych chatach a te, w tropikalnym klimacie, rozpadły się w proch. Doprawdy?

Zdaniem historyków, świątynię budowano 35 lat. Nie wydaje się to możliwe. Budowano ją bowiem z laterytu, który (podobno) transportowano tratwami z odległych o 60 km kamieniołomów w górach Mt. Kulen. Lateryt to twarda, osadowa skała składająca się z krzemionki o czerwonobrązowej farbie a także glinu, manganu i żelaza. Historycy twierdzą, że monumentalną świątynię, porażającą swoją wielkością, z licznymi dziedzińcami, bramami i schodami, stawiało 5 tysięcy rzemieślników i 80 tysięcy robotników. Przy czym, w całym kompleksie, znajduje się 566 budynków kamiennych i 288 ceglanych oraz 260 posągów a odległości między budowlami wahają się od kilkudziesięciu do 350 metrów. Wiadomo, że Khmerzy nie używali pił do cięcia drewna (w przypadku budowy łodzi wypalali po prostu wnętrze na odpowiednią głębokość) i nie zdołali nawet skonstruować architektonicznego sklepienia łukowego.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Przypomina to rozważania dotyczące powstania piramid w Gizie. Proszę wyobrazić sobie transport wielotonowych bloków skalnych, nawet jeśli dla ich przesunięcia – o czym spekulują japońscy archeolodzy – zbudowano specjalny system kanałów wodnych. Przy czym niektóre z nich, o szerokości 90 centymetrów ważyły półtorej tony.

W świątyni znajduje się „kamienny arras” – płaskorzeźba ciągnąca się przez 900 metrów! Przedstawiono na niej ponad 20 tysięcy postaci. Artyści odwzorowali m.in. realistyczne sceny z eposów indyjskich „Mahabharaty i Ramajany”. Główny pasaż nazwano „Morzem Mleka”, ponieważ – zdaniem uczonych – wyobrażono tu mitologiczną scenę: bogowie i demony ubijają Morze Mleka aby wydobyć z głębin eliksir nieśmiertelności.

Ta archeologiczna fantazja doprawdy zachwyca ale, tak naprawdę, na 900-metrowej płaskorzeźbie dzieją się dużo ciekawsze rzeczy. Niesłychana jest na przykład scena ukrzyżowania człowieka. Czyżby chodziło o Chrystusa?

Na płaskorzeźbie innej świątyni (Ta Prohm) widnieje niezwykłe zwierzę o potężnym ciele, długim ogonie i płytach pokrywających grzbiet. Niektórzy przyrodoznawcy dopatrzyli się w nim dinozaura (rozpoznano cechy Stegosauria). Ale przecież Khmerowie dinozaurów nie znali i znać nie mogli.

Podobno w czasach Surjawarmana II wszystkie te płaskorzeźby aż kipiały od ozdób. Lśniły złotem, a różnokolorowe farby mieniły się w słońcu. Doprawdy fantastyczny musiał to być widok. Ale jak było wcześniej?

Mimo orientalnego stylu, Angkor Wat przypomina wiele z innych, kamiennych kompleksów zaginionych cywilizacji. Same schody wykute w kamieniu, wiodące na najwyższe piętro wieży są tak strome, że dziś, dla asekuracji, założono na nich łańcuchy. Wypisz wymaluj – schody azteckich piramid. Ale podobieństw jest znacznie więcej. Jak sklepienia w kamiennych korytarzach, przypominające sklepienia piramid na Jukatanie.

Charakterystyczną sylwetkę Angkor Wat tworzy tak naprawdę trójstopniowa piramida zwieńczona 5 wieżami. Jedynym szczegółem różniącym tę budowlę od innych piramid świata jest konstrukcja wież przypominających pąki lotosu. Nic dziwnego, skoro jesteśmy w Azji, gdzie kwiat lotosu odgrywa rolę religijną i historyczną.

Co więcej, całe miasto zostało zbudowane na planie idealnego kwadratu. Jego boki biegną z północy na południe i ze wschodu na zachód. Centralnym punktem – z czym zgadzają się nawet archeolodzy – nie jest wcale świątynia Angor Wat ale Pałac Phimenakas, leżący dokładnie na przecięciu osi północ – południe oraz wschód – zachód. Budowla przypomina piramidy azteckie i pierwotnie pokryta była zlotem.

Miejscowi przewodnicy podkreślają, że Angkor Wat nie był wyłącznie świątynią ale przede wszystkim grobowcem.

Dlaczego? Jego główna brama skierowana jest bowiem na Zachód, a zdaniem kambodżańskich archeologów, w ten właśnie sposób sytuowano tam grobowce. Zachód – to dla Khmerów kierunek śmierci. Płaskorzeźby Angkor Wat są ustawione przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. To również symbol khmerskiego grobowca. Co naprawdę kryje ten kompleks? Nie wiadomo, ponieważ nikt dotąd nie rozkopał świątynnego wzgórza. Zespół architektoniczny do dziś stanowi zagadkę: nie zbadano podziemi i wnętrz, nie mówiąc o zmapowaniu całego miasta.

Pytanie powraca. Kto zbudował ten kompleks? Khmerowie? A może tylko zajęli i przebudowali opuszczone miasto dostosowując go do swoich potrzeb ? W historii ludzkości wiele takich przypadków. Jedno jest pewne. Ci, którzy postawili tę metropolię, byli geniuszami architektonicznymi. Budowa skomplikowanej maszynerii obsługującej milion obywateli była bowiem możliwa tylko dzięki niezwykłym właściwościom terenu. Metropolia położona jest na północ od jeziora Tonle Sap, największego jeziora w Azji południowo-wschodniej. Kiedy nadchodzi monsun, poziom niedalekiej rzeki Mekong cofa się pod naporem wiatru od Oceanu Indyjskiego i napełnia wody jeziora.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ponoć już w VIII wieku zbudowano tu pierwsze zbiorniki wodne. Wymyślono bowiem sposób gromadzenia wody w okresach pory deszczowej i nawadniania pól ryżowych w okresach suszy, co zapewniło mieszkańcom niezależność żywnościową. Największy zbiornik o długości 8 kilometrów i szerokości 3 kilometrów budowało podobno 200 tysięcy ludzi przerzucając 11 milionów metrów sześciennych ziemi i formując z nich trzypiętrowe wały. Ogromne zbiorniki, mogące pomieścić 9 miliardów litrów wody, służyły zarówno do nawadniania pól jak i do celów religijnych. Dlaczego jednak powierzchnia zbiorników wokół miasta jest aż tak duża? Jak wymieniano w nich wodę, skoro w tutejszym klimacie stojąca woda bardzo szybko staje się brudna i nieznośny odór czyniłby życie w mieście niemożliwym? I najważniejsze : czy zmiany pogody nie zrujnowały całego systemu , najbardziej skomplikowanego jaki wymyślił człowiek?

Tego nie wiemy. Może zmiany klimatyczne stały się przyczyną upadku cywilizacji Khmerów. Niewykluczone. Ale nie o to chodzi.
Jeśli przypatrzeć się wizerunkom na reliefach widać zasadnicze różnice z postaciami Khmerów. Ci ludzie mają „wydłużone uszy”. Podobnie wyobrażano boga Wisznu i Buddę. Takie same wizerunki można zobaczyć na starych reliefach Ameryki Południowej, Pacyfiku i całej wschodniej Azji.

Z wykopalisk wynika, że miasto zostało częściowo zburzone przez wielkie trzęsienie ziemi. Ale takiego kataklizmu nie odnotowuje bowiem historia nowożytna, nie piszą o niej nawet kronikarze chińscy. Tajemnica pozostaje tajemnicą.

Dla Nie z Tej Ziemi Andrzej Niewiadowski

Napisane przez

Publicysta, filolog, podróżnik, autor kilku książek o tematyce historycznej i krytyczno-literackiej. Zastępca redaktora naczelnego Adama Hollanka w czasopiśmie „Fantastyka”, współpracownik „Nie z tej Ziemi”. Adiunkt w Zakładzie Literatury XX wielu Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie. Autor licznychprzedmów i artykułów naukowych o fantastyce drukowanych w czasopismach amerykańskich (Locus), austriackich (Quarber Merkur), węgierskich, czeskich i polskich. Przez wiele lat związany z dziennikiem „Rzeczpospolita”, polską sekcją „BBC” w Londynie, Polskim Radiem i Polską Agencją Prasową (PAP). Polski korespondent w Austrii, Czechach, Słowacji i na Węgrzech zwiedził niemal cały świat, pisząc o tajemniczych losach zaginionych cywilizacji.