Jak sfałszować rzeczywistość?


Koreańczycy wygrali Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Dziewczynka z Nigerii urodziła człekokształtną małpę. Mężczyzna z Indii podał do sądu firmę Axe, bo po obejrzeniu reklamy produktu spodziewał się innych efektów. Czy którakolwiek z tych wiadomości brzmi prawdopodobnie? Dla wielu ludzi – owszem.

Kilka tygodni temu w sieci niezwykłą popularność zyskał artykuł o 84-letnim Niemcu Reinhardzie Kunze, który po 69 latach więzienia w rosyjskim obozie pracy (pojmano go rzekomo podczas bitwy o Berlin, gdy miał zaledwie 14 lat) zostanie wypuszczony na wolność. Dziennikarz powołuje się w tekście na wypowiedź Siergieja Ławrowa, rosyjskiego ministra spraw zagranicznych, który miał powiedzieć podczas konferencji prasowej: „To akt dobrej woli. Postanowiliśmy zapomnieć dziś o dumie narodowej i uwolnić naszego ostatniego więźnia wojennego”.

Strona, na której opublikowano wiadomość, nazywa się „World News Daily Report” i wygląda bardzo profesjonalnie. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje, że informacje udostępnione na portalu są nieprawdziwe. Wystarczy jednak przeczytać opis witryny, umieszczony w dziale „About”, by zorientować się, że nie jest ona zwykłą stroną newsową: „WNDR to amerykańsko-żydowsko-syjonistyczna gazeta z siedzibą główną w stolicy Izraela, poświęcona odkrywaniu tajemnic archeologii biblijnej oraz wszelkim innym niewyjaśnionym zjawiskom na Ziemi”. Ponadto, małym druczkiem pod nagłówkiem „Disclaimer” można odczytać: „Nasz portal to publikacja całkowicie satyryczna. (…) Wiadomości, które publikujemy, są fałszywe”.

Z komentarzy znajdujących się pod artykułem o rosyjskim więźniu można jednak wywnioskować, że większość czytelników potraktowała wiadomość całkiem poważnie. Osoba podpisana jako „Jerzy Wójcicki” zauważa: „Nic dziwnego, że Rosjanie nie chcieli go wcześniej wypuścić. Był bardzo młody, ale zabił przecież syna Stalina”. Właśnie to jest napisane w artykule: czternastolatek pracujący w jednym z obozów koncentracyjnych postrzelił w głowę przetrzymywanego tam syna rosyjskiego dyktatora. Choć Jakow Dżugaszwili rzeczywiście zginął w niemieckim obozie jenieckim w 1943 roku, oczywiście nie został zastrzelony przez nastoletniego członka Hitlerjugend. Historia brzmi absurdalnie, ale jeden z „krytycznie” myślących komentatorów, „CriticalMan” pisze: „Pierd****i Rosjanie uwięzili biedne dziecko. Słowianie są obrzydliwi”. Inny użytkownik, „Rational-kraut”, „racjonalnie” odpowiada: „Niemieckie skurw****y nie lepsze, z dzieci to oni mydła robili”.

W czasach, gdy media przechodzą proces tabloidyzacji, nie jest niczym niespodziewanym, że przeciętny użytkownik internetu – zalewany ze wszystkich stron mniej lub bardziej wiarygodnymi wiadomościami – może mieć problem z odróżnieniem informacji prawdziwych od fikcyjnych, które świetnie naśladują autentyczne teksty dziennikarskie. W tzw. „fake news” autorzy najczęściej powołują się na ekspertów i odnoszą do znanych wydarzeń i faktów, które uzupełniają wiedzą wyssaną z palca.

Świetnym tego przykładem jest artykuł o małoletniej Hindusce, która urodziła pół-człowieka, pół-małpę. Napisany został w stylu przypominającym tekst naukowy z medycznego periodyku. „Dziennikarz” cytuje w nim lekarza, który rzekomo odbierał poród: „Natychmiast musieliśmy zacząć operować. Kobieta przyjechała do szpitala z krwotokiem. Wystąpiło uszkodzenie gałęzi szyjkowej odchodzącej od tętnicy macicznej, co powoduje silne krwawienie z dróg rodnych. Pęknięcie szyjki macicy było wyjątkowo wysokie i niebezpieczne, a dziecko wciąż przebywało w łonie matki”. Ginekolog opisuje następnie przebieg porodu. „Dziecko, które się urodziło, przypominało małpę, nie było w pełni ludzkie. Umarło kilka minut później” – dodaje lekarz. Artykuł opatrzony został zdjęciem, na którym uwieczniono noworodka. Fotomontaż okazał się zaskakująco udany.

Tego typu historie często powielane są w sieci. Znajomi przesyłają je sobie mailem, dzielą się nimi na portalach społecznościowych. Zdarza się, że fałszywe wiadomości podchwytują prawdziwe media. Wynika to między innymi z tego, że wyszukiwarka Google News nie odróżnia informacji prawdziwych od nieprawdziwych. Tak, na przykład, telewizja informacyjna MSNBC podała w jednym z serwisów wiadomość o Hindusie, który zaskarżył producenta dezodorantów Axe, bo po obejrzeniu reklamy produktu spodziewał się innych efektów – myślał, że specyficzny zapach rzeczywiście będzie przyciągał do niego kobiety. Wiadomość wymyślił bloger i satyryk Al Sharpton.

Kilka tygodni temu w internecie opublikowano także filmik, pochodzący rzekomo z Korei Północnej, w którym prezenterka informuje widzów o zwycięstwie koreańskiej reprezentacji w finałowym meczu Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Klip zmontowany został tak umiejętnie, że kilka zachodnich portali newsowych powieliło informację jako przykład absurdalnej propagandy koreańskiej. W rzeczywistości Koreańczycy znają prawdziwy wynik meczu – mogli go nawet oglądać na żywo w telewizji.

Co ciekawe, publikowanie podrobionych informacji nie jest wcale nowym zjawiskiem. Już na początku XIX w., w sierpniu 1835 roku, nowojorski dziennik The Sun wydrukował serię artykułów, których autor opisuje najnowsze odkrycie astronoma John Herschla: ślady życia na Księżycu. Naukowiec, prawdziwa sława ówczesnej astronomii, miał przy pomocy najnowszego teleskopu dostrzec na Księżycu między innymi stada bizonów i jednorożców, kilka borsuków i owiec, oraz człekokształtne stwory przypominające nietoperze.

Niespodziewaną reakcję wywołało też amerykańskie słuchowisko radiowe pod tytułem „Wojna światów”, wyreżyserowane przez Orsona Wellsa w 1938 roku. Słuchacze, którzy włączyli radio w trakcie audycji i ominęli wstępne informacje o jej fikcyjności, uznali, że doniesienia o inwazji kosmitów są autentyczne. Gazety donosiły później, że kontrowersyjne słuchowisko wzbudziło niepotrzebną panikę: podobno wielu mieszkańców północno-wschodnich stanów – w tym New Jersey i Nowego Jorku – uciekało z domów i dzwoniło na policję z prośbą o pomoc w ewakuacji.

Artykuł można podsumować banalnym apelem: kwestionuj wszystkie źródła informacji, nigdy nie ufaj bezgranicznie ani dziennikarzom, ani ekspertom. Choć zapewne większości z nas wydaje się to oczywiste, zbyt często o tej zasadzie zapominamy. Niech za ostateczny przykład posłuży primaaprilisowy żart redakcji polonijnego „Nowego Dziennika”. Pierwszego kwietnia gazeta podała, że burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio jest z pochodzenia Polakiem. Artykuł brzmiał tak wiarygodnie, że wiele osób dało się nabrać, a na amerykańskiej Wikipedii zmieniono nawet jego życiorys.

Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.