“Diamentowy pojazd”

Medycyna tybetańska sięga korzeniami drugiego tysiąclecia p.n.e.

Dla „Nie z tej ziemi”: Barbara Hill

Legenda głosi, że w IX wieku król Tybetu rozesłał gońców wyposażonych w pokaźne worki złota do Indii, Chin, Kaszmiru i Nepalu, aby zaprosili na jego dwór najznamienitszych medyków. Sławni lekarze przebywali w Tybecie przez rok, pilnie ucząc się języka, a potem zajęli się tłumaczeniem opasłych tomów swych dzieł. W ten sposób Tybetańczycy poznali osiągnięcia najsłynniejszych postaci medycyny Orientu, a ich sztuka uzdrawiania stała się kompilacją wiedzy pięciu krajów.

Sama medycyna tybetańska sięga korzeniami drugiego tysiąclecia p.n.e. i opiera się głównie na światopoglądzie buddyjskim, zwanym niezwykle romantycznie „diamentowym pojazdem”. świat zewnętrzny to tylko ułuda, przejawy próżni, należy więc tak żyć, by poczuć się cząstką Wszechświata. Wówczas nawet nie zauważy się własnej śmierci!

Naczelną buddyjską cnotą jest współczucie. Medycyna tybetańska nie ograniczała się do leczenia, była nauką sztuki życia, i naturalnie — filozofii. Odpowiednikiem taoistycznych sił jang i jin, składających się na siłę życiową chi, były trzy elementy: chi — powietrze, szara — żółć, i badahan — płyn. Według nomenklatury Hipokratesa owe elementy to humory, czyli wilgocie. Zarówno wszechświat, jak i organizm ludzki składają się z tych trzech czynników. Oto jak w ujęciu tybetańskim powstaje komórka: na jej składniki oddziałują energie wszechświata, wprowadzając ład. Jednocześnie łączą się chi, szara i badahan, i obejmują odpowiednie funkcje. Dopiero wówczas możemy mówić o narodzinach komórki.

Ośrodki chi zajmują się produkcją i przyswajaniem energii, głównym zadaniem szary jest ogrzewanie komórek, badahan zaś dostarcza organizmowi żywotnych soków. Zachwianie równowagi tych elementów może oczywiście wywołać chorobę ale… nie tylko. Np. osłabienie szary zabiera siłę woli i energię życiową, a zbyt duża zawartość szary przyczynia się do narastania egoizmu, zazdrości, może też wywoływać ataki wściekłości. Jeśli organizm cierpi na nadmiar chi, to „pacjent” staje się nieuczuciowy i podobny temperamentem do zimnej ryby. Zasada sprzężenia zwrotnego, jedna z istotniejszych w systemach Orientu, potwierdza się i tutaj.

Tybetańczycy sądzili, że brak siły woli, mata uczuciowość albo osłabienie intelektu może stać się przyczyną choroby fizycznej. Wiedza, doświadczenie, wytrwałość i prawdziwa miłość są równie ważne dla zdrowia jak dieta i higieniczny tryb życia. Wszak najistotniejsza jest harmonia! Tybetańczycy umiejscawiali wolę w jamie brzusznej, intelekt oczywiście w głowie, a pragnienia i uczucia w klatce piersiowej. Według kryteriów trzech energii określano trzy typy ludzi: chi — typ chłodny i intelektualny, spożytkowujący energię głównie na myślenie, człowieka z przewagą szara można porównać do choleryka, a osobę badahan do powolnego i uczuciowego flegmatyka. Specyficzny typ człowieka poznawano m.in. po pulsie i ulubionym smaku potraw (dania gorzkie i ostre pobudzają chi). Każdy typ inaczej reaguje też na temperaturę otoczenia, niektórzy kochają palące słońce, inni chętnie zamieszkaliby wśród pingwinów.

Godzina trzecia nad ranem. Dzwonek wzywa na modlitwę, potem nauka tekstów medycznych i astrologicznych (dzięki nim można postawić pacjentowi horoskop). O szóstej rano gimnastyka, o 8 śniadanie składające się z zupy herbacianej. Następnie pokaźna dawka wykładów, z przerwą na obiad, niewiele różniący się od śniadania. Koniec wykładów o 17, rozejście się do swoich cel na kolację, równie tuczącą co śniadanie. O 19 znów zbiórka na wykłady, dyskusje i wymianę doświadczeń. 21 — czas do lóżek. Tak oto wyglądał dzień powszedni studentów w lamasteriach — klasztorach kształcących przyszłych medyków.

Nauka trwała ponad sześć lat, ale dopiero po czterech latach zaczynały się właściwe studia medyczne. Trzeba było m.in. nauczyć się na pamięć ogromnej księgi rGyud bZhi (Cztery korzenie), głównego traktatu medycznego. Księgę tę przywiózł w VIII w. z Indii buddyjski mnich Vairocana. Tłumaczeniem zajął się lekarz imieniem Juthog i przystosował ją do specyficznych, wysokogórskich warunków Tybetu.

Od początku praktycznych studiów lamowie mieli kontakt z pacjentem, pod okiem doświadczonego lekarza próbowali diagnozować i ustalać kurację. Studenci nie znali pojęcia wakacji, monotonię szarej codzienności przerywały tylko nieliczne uroczystości klasztorne i wyprawy po zioła. Wyruszali wówczas w najdziksze górskie zakątki. Musieli poznać jak najwięcej roślin, bowiem do zaliczenia egzaminu końcowego trzeba było wykazać się znajomością przynajmniej 200 gatunków ziół! Studentów szkolono również w mniej typowych dyscyplinach, m.in. w telepatii i bioenergoterapii. Musieli umieć posługiwać się energiami niczym żongler piłeczki. W podstawowym ćwiczeniu należało wprowadzić się w stan relaksu i położyć na dłoni kwiat. Siłą woli trzeba było sprawić, aby zwiądł, a po chwili tak silnie napromieniować go własną energią, aby ożył. Po latach ćwiczeń wtajemniczeni przyśpieszali wzrost roślin, a niektórzy ponoć umieli nawet wskrzeszać zmarłych!

Odpowiedni trening oddechowy i koncentracyjny doprowadzał do niezwykłego zwiększenia wytrzymałości na ból, chłód i gorąco, a także do wywoływania zjawiska hipertermii. Lamowie siadali na śniegu owinięci mokrymi prześcieradłami i siłą woli doprowadzali swe ciała do tak wysokiej temperatury, że materiał w ciągu kilku minut wysychał „na pieprz”!

Wreszcie nadchodził koniec studiów i bardzo ciężki egzamin teoretyczny i praktyczny. W czasie sesji trzymano studentów w klatkach i nie pozwalano im nic jeść; mogli tylko popijać wodę. Po dniach męczarni słychać było dzikie wrzaski dobiegające z cel — zwyciężyłem! Świeżo upieczony medyk wyrywał się z rygorów i ruszał w świat.

System tybetański stawiał lekarzowi ogromne wymagania: obok wszechstronnej wiedzy również wyrzeczenia się własnego Ja. Oto fragmenty modlitwy lekarza-lamy: Boże! Napełnij moją duszę miłością dla tej sztuki i dla wszystkich stworzeń, nie dopuść, aby pragnienie zarobku lub sławy kierowały moim postępowaniem, (…) podtrzymuj siły mojego serca, aby zawsze było gotowe służyć biednemu i bogatemu, przyjacielowi i wrogowi, (…) użycz mi wyrozumiałości dla chorych trudnych, upartych i grubiańskich. Oddal ode mnie przekonanie, że wszystko potrafię, albowiem wiedza medyczna jest jak morze”. Lekarz wędrowny był ojcem duchowym chorych i… bezdomnym żebrakiem, bowiem nigdy nie śmiał żądać wynagrodzenia. Powszechnie jednak uważano, że skąpego pacjenta, który nie podzieli się z medykiem choćby miską ryżu, spotka nieszczęście. Szczególnie sowicie wynagradzano lekarzy za uzdrowienie szlachetnego chorego. W Tybecie obowiązywał dość specyficzny kodeks moralny — nie pomagano ludziom złym, przestępcom, których opętała bogini występku Tara! Ocena czyjegoś postępowania i moralności polegała m.in. na wniknięciu, dość tajemniczymi metodami, w poprzednie wcielenia osoby chorej i stwierdzeniu, czy zło jest „uleczalne”, czy też zostało przyniesione z dawniejszych żywotów. Zasady medyczne Tybetu głoszą, że tryb życia, odżywianie i indywidualna wrażliwość to podstawowe czynniki wpływające na stan zdrowia.

Tryb życia rozpatrywano w związku z typem człowieka, a więc chi, szara, badahan. Każdy z tych typów wymaga cieplejszego lub chłodniejszego ubioru, odpowiedniej diety, a nawet rodzaju pracy. Na przykład typ intelektualny chi nie powinien ciężko pracować fizycznie. Lekarz kładł nacisk na stworzenie odpowiednich warunków życia i. nim sięgnął po poważniejsze medykamenty, przepisywał np. zmianę diety czy też rodzaju pracy. Lekarze uważali, że najważniejsza jest profilaktyka. Pacjent przede wszystkim nie powinien sobie szkodzić, chociażby sposobem odżywiania. Tybetańczycy zalecali spożywanie niewielkich ilości pokarmów oraz powolne i dokładne przeżuwanie ich. Aby żyć w równowadze z przyrodą, należy odżywiać się zgodnie z porami roku; i tak wiosną i latem umieszczać w jadłospisie jarzyny, owoce, ryby i drób, jesienią i zimą zaś produkty mączne, dziczyznę i tłuszcze. Przy diagnozie najważniejszą rolę odgrywał układ trawienny, uważany za „bramę” organizmu, od którego zaczyna się większość chorób. Lekarz badał stan skóry, języka, sposób oddychania, ruch mięśni., skład wydzielin ciała, a nawet kształt uszu! Podobnie jak w Chinach, sprawdzano kilka rodzajów pulsu, ale najważniejsze było badanie oczu. Wiele chorób określano na podstawie samego tylko wyglądu tęczówki, zwanej oknem ciała. Bardzo ważną i często stosowaną metodą leczniczą, a także diagnostyczną, była tzw. sucha operacja, czyli dość specyficzny masaż. Odpowiednie naciskanie, rozcieranie i wstrząsanie pewnymi miejscami na ciele (głównie na brzuchu, głowie, ramionach i potylicy) pobudzało funkcjonowanie rozmaitych narządów. Tę metodę można porównać do stymulacji igłami w akupunkturze. Diagnoza za pomocą suchej operacji wymagała odpowiedniego treningu, doskonalącego zmysł dotyku. Dobry medyk miał tak niesłychanie wyczulone czubki palców, iż potrafił zlokalizować najdrobniejsze nawet zmiany chorobowe w określonych punktach ciała. Podstawą leczenia byty zioła, suszone i proszkowane, używane do kąpieli, wcierań i inhalacji.

Lekarzom zachodnim do dzisiaj nie udało się rozszyfrować tajemnicy wszystkich tybetańskich leków, znany jest oczywiście korzeń żeń-szeń, kasztan i konopie. Specyficzne warunki klimatyczne i bogactwa mineralne były unikalnym orężem w rękach tybetańskich lekarzy. Wszelkie leki dobierano do typu człowieka. pory roku i dnia oraz otoczenia, w którym żyje chory. Tajemnicą skuteczności działań medyków było przede wszystkim indywidualne podejście do pacjenta. Lekarz nigdy nie stosował gotowych recept! Tybetańczycy niechętnie wykonywali zabiegi chirurgiczne, traktując je ze względów filozoficznych jako zło konieczne. Mieli jednak doskonale rozwiniętą antyseptykę, dokładnie wypalali narzędzia, a rany dezynfekowali proszkiem z pajęczyny. Świetnie radzili sobie z rozmaitymi operacjami, nawet z trepanacją czaszki!

Lecznictwo tybetańskie rozpropagowała w Europie rodzina Badmajeffów. Gdy przybył do Rosji Sul Tim Badma, przyjął prawosławie i zmienił nazwisko na Badmajeff. Piotr Badmajeff był nadwornym lekarzem dwóch ostatnich rosyjskich carów. Wtajemniczył też swego bratanka, Włodzimierza, w arkana tybetańskiej sztuki uzdrawiania. Założyli w Petersburgu pierwszą europejską aptekę zaopatrzoną wyłącznie w tybetańskie specyfiki. Po rewolucji Włodzimierz Badmajeff osiedlił się w Warszawie i leczył m.in. prezydentów Wojciechowskiego i Mościckiego. W jednej ze swych książek tak porównuje systemy medyczne Europy i Tybetu: „Medycyna europejska czeka, aż choroba wylęgnie się, zamiast zdusić ją w zarodku, następuje chorobie na pięty, zamiast zastąpić jej drogę, a jeśli choroba już się zagnieździ, to medycyna Tybetu stara się dotrzeć do korzeni i usuwać źródła, a nie, jak europejska, tylko symptomy”.

Napisane przez

Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz parana ukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią. Zainteresowanych współpracą z naszym portalem serdecznie zapraszam do działania. Przysyłajcie teksty, zdjęcia, klipy wideo – obiecuję, że na wszystkie, nawet najdziwniejsze tematy znajdziemy miejsce.