Bruno Groening – cudowny uzdrowiciel


Bruno Groening urodził się 31 maja 1906 roku w Gdańsku Oliwie jako czwarty z siedmiorga dzieci. Zaraz po I wojnie światowej jako przesiedleniec wyemigrował do Niemiec Zachodnich. Utrzymywał się dzięki wykonywaniu różnych zawodów: był cieślą, robotnikiem fabrycznym i portowym, roznosicielem telegramów i monterem urządzeń niskoprądowych.

Już jako mały chłopiec był w stanie wpływać uzdrawiająco na chorych ludzi i zwierzęta. Szczególnie w czasie I wojny światowej często wybierał lazarety, gdzie był mile widziany. Ranni czuli się lepiej w jego obecności i wielu naturalnie wracało do zdrowia. Chorzy prosili także, by matka przychodziła do nich z małym Brunem. W rodzinie i w kręgu znajomych chętnie widziano zdolności uzdrowicielskie małego Bruno Groeninga. Rodzice Bruna dość wcześnie zauważyli niezwykłość w zachowaniu swojego syna.

Bruno Groening tak pisze w swoim życiorysie: „Już wtedy, kiedy byłem jeszcze dzieckiem, w mojej obecności ludzie chorzy byli uwalniani od dolegliwości, dzieci i dorośli, podnieceni w czasie kłótni, po kilku moich słowach stawali się całkowicie spokojni. Jako dziecko mogłem stwierdzić, że zwierzęta, które uchodziły za szczególnie płochliwe albo złe, wobec mnie zachowywały się łagodnie i potulnie. Z tego powodu moje stosunki z domem rodzinnym były szczególne i napięte. Wkrótce dążyłem do pełnej samodzielności, chcąc wyjść z sytuacji „bycia nie rozumianym” w rodzinie.”

Z biegiem czasu Bruno stawał się coraz bardziej obcy swojemu otoczeniu. Brak zrozumienia jego wyjątkowości wśród rówieśników powodował, że Bruno ratował się ucieczką do lasu, gdzie spędzał samotne godziny medytując i przeżywając otaczającą go przyrodę. Chłopiec czuł się bardziej związany z drzewami, ptakami, zwierzętami niż z ludźmi, którzy nie byli w stanie go zrozumieć. „Tu przeżywałem Boga w każdym krzaku, w każdym drzewie, w każdym zwierzęciu a nawet w kamieniach. Wszędzie mogłem stać godzinami – pojęcie czasu nie istniało – stać i zamyślać się i ciągle czułem się tak, jakby całe moje wewnętrzne życie sięgało w nieskończoność.” – mówił o sobie Bruno.
Również niezwykły wydaje się fakt, że każda praca, której podejmował się Bruno wychodziła mu dobrze. Czy była to to naprawa zegarka, aparatu radiowego czy też kiedy zajmował się ślusarstwem. Szczególnie odpowiadały mu urządzenia techniczne. Nigdy też nie wzbraniał się przed podejmowaniem najcięższych prac fizycznych. Jako robotnik portowy, tak samo mocno ciągnął linę, jak jego koledzy. Nie ukrywał, że na swojej drodze najpierw musi zostać zepchnięty w dół, aby potem móc wspiąć się do góry.

Niestety jego żona Gertrud nie potrafiła zrozumieć i zaakceptować wyjątkowych zdolności swojego męża. Jego uzdrowienia uważała za dziwaczne. Obydwaj synowie Harald i Günter urodzeni w latach 1931 i 1939 umarli w wieku około dziewięciu lat co było wielkim ciosem dla Bruno. Gertrud powierzyła zdrowie swoje dzieci nie jemu, tylko lekarzom. Jednak medycyna nie była w stanie pomóc dzieciom. Obydwaj chłopcy zmarli w szpitalu, Harald w 1939 roku w Gdańsku a Günter w 1949 w Dillenburgu.

W czasie II wojny światowej Bruno został powołany do służby w szeregach Wermachtu. Z powodu odmowy do brania udziału w walkach i strzelania do ludzi, Bruno otarł się o sąd wojenny. W końcu jednak wysłano go na front, gdzie został ranny, dostał się do niewoli rosyjskiej, a w roku 1945, jako wypędzony, przyjechał do Niemiec Zachodnich. Postawa Bruno Groeninga w czasie wojny była naznaczona jego wolą niesienia pomocy ludziom. Nawet na froncie wykorzystywał każdą sytuację, aby pomagać kolegom – żołnierzom i ludności cywilnej.

W grudniu 1945 roku osiadł z rodziną w Dillenburgu. Jednak, gdy po śmierci drugiego syna żona próbowała zabronić mu jakiejkolwiek działalności i udzielania pomocy, po prostu rozstał się z nią. Czuł się zobowiązany do tego, aby siły uzdrowicielskie, którymi dysponował przekazać wszystkim ludziom. Mawiał: „Ja nie należę do pojedynczej osoby, ja należę do ludzkości”.

Na początku 1949 roku po perypetiach wojennych Groening przybył do Zagłębia Ruhry. Dzięki informacjom udzielanym przez niektórych uzdrowionych, coraz więcej ludzi zaczęło zwracać na niego uwagę. Przenosił się od domu do domu, zawsze tam, gdzie był potrzebny, gdzie chorzy prosili go o pomoc duchową. Tak działał w małym kręgu, aż do marca 1949 roku, kiedy to przyjął zaproszenie pewnego inżyniera z Herford, aby odwiedził jego syna.
Dziewięcioletni Dieter Hülsmann cierpiał na ciężką chorobę, która przykuła go do łóżka. Zdiagnozowano postępujący zanik mięśni i żaden z lekarzy ani profesorów, do których się zwrócono, nie potrafili mu pomóc. Gdy Bruno Groening zajął się chłopcem, ten powrócił do zdrowia i mógł znów biegać. Inżynier Hülsmann poruszony nagłym uzdrowieniem syna poprosił gościa, by pozostał w ich domu. Postanowił zaprosić jeszcze innych chorych, którym ten cudowny człowiek mógłby pomóc.

Bruno Groening przyjął propozycję i codziennie przychodziło tu coraz więcej ludzi poszukujących pomocy. Coraz szerzej rozchodziła się wieść o cudownych zdarzeniach, jakie następowały wokół Bruno Groeninga. Nie upłynęło dużo czasu, gdy jego imię było na ustach wszystkich. Gazety donosiły o „cudownym doktorze”. Tysiące ludzi napływały, masy oblegały dom.

Bruno Groening

Bruno Groening

Niestety władze i środowisko medyczne nie były przychylne działalności Bruno i wkrótce specjalna komisja zajęła się sprawą cudownych uzdrowień. Wpływowi lekarze robili wszystko, żeby przeszkodzić Bruno w wykonywaniu jego misji i zażądano, by Bruno Groening w naukowy sposób dowiódł swoich umiejętności przywracania ludziom zdrowia. Ostatecznie Bruno nie uzyskał odpowiedniego zezwolenia na kontynuowanie swojej działalności i musiał opuścić Herford gdzie przebywał.

W sierpniu 1949 roku Bruno udał się na południe Niemiec do Traberhof by uciec od zgiełku świata. Początkowo jego pobyt w Bawarii udawało się utrzymać w tajemnicy ale po informacji w prasie na temat jego pobytu do Traberhof zaczęły napływać prawdziwe tłumy ludzi. Pod jego balkonem gromadziło się 10 tys. ludzi w oczekiwaniu aż ukaże się postać Bruno Groeninga. I zaczęły stawać się prawdziwe cuda: osoby niewidome zaczynały z powrotem widzieć, inwalidzi podnosili się ze swoich wózków inwalidzkich, sparaliżowani zaczęli poruszać zastygłymi członkami ciała. Wiele osób obecnych w tym miejscu opisywało dziwne kłucie i pieczenie w miejscach ciała dotkniętych chorobą i natychmiastową ulgę w cierpieniu. Pojawili się również i tacy, którzy dostrzegli świetną okazję by zrobić złoty interes na uzdrowieniach Bruno. Złożono sporo propozycji założenia wspólnego biznesu. Gdy sytuacja stała się nieznośna, Bruno podjął decyzję by schronić się w pobliskich bawarskich górach.

Na początku lat 50-tych Bruno Groening zaczął organizować wspólnoty, na łamach których prowadził wykłady o zasadach swojej nauki dla ludzi poszukujących pomocy. W roku 1953 został powołany „Związek Groeninga, jako organizacja centralna”. Niestety ludzie, którzy weszli w skład tej organizacji szybko stracili prawdziwy sens i cel działania co uniemożliwiło dalszej działalności Bruno Groeninga.

W roku 1955 doszło do kolejnego procesu sądowego przeciwko Bruno Groeningowi. Zarzucono mu brak zezwolenia na kontynuowanie działalności naturoterapeutycznej oraz spowodowanie śmierci przez zaniedbanie. Przez kolejne kilka lat Bruno zmuszony był zmagać się z szeregiem nowych oskarżeń i kolejnymi procesami, które „trawiły” jego duszę.
Pod koniec 1958 w Paryżu zdiagnozowano u Groeninga chorobę nowotworową żołądka w zaawansowanym stadium. Operacja, którą przeprowadzono ujawniła znacznie poważniejszy stan choroby, niż się spodziewano. Konieczna była druga operacja, po której Bruno Groening zapadł w śpiączkę i następnego dnia 26 stycznia 1959 roku Bruno odszedł z tego świata. Lekarz, który przeprowadzał operację stwierdził: „Zniszczenie ciała Bruna jest okropne, jest to całkowite wewnętrzne wypalenie. Jest dla mnie zagadką, jak on był w stanie tak długo żyć i cierpliwie znosić taki ból.” Ciało Groeninga spalono w krematorium w Paryżu a urna z jego prochami spoczęła na cmentarzu w Waldfriedhof w Dillenburgu.

Tak zakończyła się ziemska misja „cudownego lekarza” Bruno Groeninga. Jego życie nie było usłane różami a bezinteresowna chęć niesienia pomocy ludziom przysporzyła mu wiele kłopotów i cierpienia. Środowisko lekarskie oraz przemysł farmaceutyczny skutecznie blokowało działania Bruno i kładło mu przysłowiowe kłody pod nogi. Cudowny prąd uzdrawiający ostatecznie wypalił Bruno wewnętrznie, gdyż jego nadprzyrodzona moc nie została w pełni wykorzystana.

„Umrzeć muszą wszyscy ludzie, ja również, lecz ja nie przestanę istnieć. Jeżeli ktoś mnie zawoła, wówczas przyjdę i będę pomagał dalej, zgodnie z wolą Boga” przepowiedział Bruno Groening. W roku 1979 powstało Koło Przyjaciół Bruno Groeninga by rozpowszechnić naukę Bruno. Organizowane są regularnie spotkania i wykłady w różnych miejscach na świecie gdzie uczestnicy wspólnie otwierają się na działanie uzdrawiającego prądu. Bruno Groening powiedział: „W Kole Przyjaciół powinien każdy przyjąć siłę wiary. Nie chcę zakładać nowej religii. Każdy powinien pozostać w swoim kościele, lub w swojej wspólnocie religijnej, lecz to, co tam usłyszał, w to powinien wierzyć i zamieniać w czyn. Przyszedłem dla wszystkich ludzi, obojętnie jakiej religii, obojętnie jakiej narodowości. Dlatego też Koło Przyjaciół Bruno Groeninga nie jest sektą.”

Więcej informacji na temat nauki Bruno Groeninga można znaleźć stronie internetowej: http://www.bruno-groening.org

Napisane przez

Carlos Moondes jest autorem na stałe współpracującym z naszym portalem. Nieztejziemi.org to miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz paranaukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią.