Bolesław Prus. Marzenia wielkiego realisty: metale lżejsze od powietrza

Bolesława Prusa (1847-1912), jednego z najsłynniejszych pisarzy epoki pozytywizmu, uważa się za autora realistycznych opowiadań i powieści. Jakże często zapominamy, że był również popularyzatorem nauki i nie stronił od fantazji naukowej. Prusa zawsze interesowały nauki przyrodnicze i wynalazki techniczne. Studiował na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej w Warszawie. Pisał artykuły i wygłaszał odczyty z zakresu nauk ścisłych (O odkryciach i wynalazkach, O machinach prostych). Któż z nas nie pamięta słynnego odkrycia profesora Geista: metalu lżejszego od powietrza, który poznaje bohater „Lalki”, Stanisław Wokulski, w paryskiej pracowni chemika? To nieprawda, że spekulacje naukowe są tylko marginalnym wątkiem twórczości Prusa. Autora „Faraona” zawsze pociągała fantastyka, w której można było powiedzieć więcej niż w konwencji realistycznej. „Lalka” ma dwuznaczne zakończenie. Nie wiadomo, czy Wokulski ginie popełniając samobójstwo, czy też rozpoczyna nowe życie.

Po wydaniu „Lalki” Prus zabrał się za pisanie kolejnej powieści. Jej tytuł miał brzmieć: „Sława”. Powieść miała być, w zamierzeniu Prusa, dalszym ciągiem „Lalki”. Istnieją na to dowody.

W roku 1896, na łamach „Kuriera Codziennego”, Prus wyjaśnił, że „Lalka” i „Sława” są co prawda odrębnymi dziełami, ale łączą je ścisłe związki. Prus nie wydał jednak nigdy drukiem swej powieści. Przerwał pisanie „Sławy”. Liczący kilkadziesiąt stron rękopis odnalazł w pośmiertnej spuściźnie autora krytyk Zygmunt Szweykowski i wydał go dopiero w roku 1935.

Dlaczego Prus nie dokończył „Sławy”? Jako realista twierdził, że musiałby najpierw pojechać do Paryża (gdzie umieścił akcję utworu) i przyjrzeć się, jak pracują uczeni. „Musiałbym poznać atmosferę laboratorium. Nie mógłbym pisać, gdybym tego wszystkiego nie zobaczył” – pisał w „Tygodniku Ilustrowanym” (1887, nr 7). To zadanie wydawało się jednak ponad jego siły. Niebagatelną rolę odegrała również nie najlepsza sytuacja finansowa Prusa. „Nie mogę opisywać rzeczy wymagających nakładu pieniężnego, gdyż mi się to nie opłaca” – twierdził autor Lalki.

Bohaterem „Sławy” jest uczony, Julian Z., który „za młodu chętniej czytywał romanse Juliusza Verne’a, aniżeli kursa uniwersyteckie, zapalał się do każdej nowości, wierzył w wynalazek machin latających, w możliwość korzystnego używania wody na opał i w wielkie reformy społeczne”. Pewnego dnia bohater poznaje „dziwaka”, szalonego wynalazcę profesora Gneista, który w swym laboratorium na przedmieściach Paryża odkrył metal utrzymujący się na powierzchni wody. „Mój hydrometal jest aliażem glinu i wodoru. Otrzymuję go przez działanie wodoru na kaolin pod wielkim ciśnieniem w niskiej temperaturze” – mówi Gneist, dodając: „Po kilkunastu tysiącach prób […] doszedłem do niezachwianej wiary, że w szeregu hydrometalów znajduje się jeden, lżejszy od powietrza”.

Praca Gneista wymaga nadludzkich wyrzeczeń. Na dalsze doświadczenia brakuje mu pieniędzy. Koledzy uznają go za wariata, przyjaciele opuszczają. Aby przekonać się, że metal lżejszy od powietrza nie jest urojeniem szalonego fantasty, trzeba przeprowadzić setki prób w laboratorium, pracować przez wiele lat w otoczeniu aparatów i retort, z dala od pokus życia. Julian Z. godzi się na takie warunki. Zostaje następcą Gneista. Ale z każdym rokiem gorzknieje i traci nadzieję. Oddajmy głos samemu Prusowi :

„W roku 1885 zajmował mnie fantastyczny temat: coby się stało na świecie, gdyby wynaleziono metal… lżejszy od powietrza. Z tym tematem łączył się drugi: jakiem jest życie uczonego, który pracuje nad wielkim wynalazkiem, zrywa stosunki z bliźnimi, naraża się na niebezpieczeństwa i – zrobiwszy wynalazek otrzymuje za niego… sławę… i nędzę?” („Tygodnik Ilustrowany”, 1897, nr 7).

Kto wie, jak zakończyłaby się „Sława”, gdyby Prus wyjechał do Paryża. Ale jednak coś niecoś na ten temat wiemy. Pod koniec życia pisarz ponownie wraca do pomysłu z „Lalki” i „Sławy” w powieści „Przemiany” (jej fragmenty drukował Prus w „Tygodniku Ilustrowanym” od roku 1910 do swej śmierci w roku 1912). O swoim zamiarze pisze tak:

„Powieść będzie traktowała o losach naukowca Pomorskiego, pokaleczonego Wokulskiego, wynalazcy machin do latania, budującego maszynę z motorem parowym, jeżdżącą po ziemi jak wóz, pływającą po wodzie i pod wodą jak ryba, latającą w powietrzu jak okręt” („Tygodnik Ilustrowany”, 1910, nr 1).

Wynalazca nie będzie cieszył się długo swoim odkryciem. Fabuła, zupełnie dziś zapominanej powieści, jest fascynująca i – dziwnym trafem…aktualna. Machina Pomorskiego zostanie przejęta przez wywiad rosyjski i posłuży jako broń masowej zagłady. Dopiero budowa podobnych machin latających, podjęta przez Polaków, powstrzyma inwazję Rosjan na Europę.

Dziesiątki krytyków sugerowało, że Prus propagował w swych utworach zasady ideologii pozytywistycznej: harmonii między doskonaleniem techniki i moralności człowieka. Nic bardziej fałszywego! Przemyślenia Prusa zaskakują sceptycyzmem w ocenie wpływu postępu technicznego na życie człowieka. Uczony to w twórczości Prusa postać równie tragiczna, jak nieszczęśliwie zakochany romantyk. Wokulski, Ochocki, Pomorski, Julian Z. – chcą ludziom autentycznie pomóc. Liczą na to, że ich wynalazki zmienią świat.

Ale cudowne wynalazki nie tylko nie zacierają różnic społecznych i klasowych, nie likwidują agresji, wojen, zaborczości – przeciwnie, nawet je wzmacniają. Dostają się bowiem w ręce ludzi będących u władzy, manipulujących techniką dla utrzymania społeczeństwa w karności i posłuchu (podobny temat pojawia się w „Faraonie”, kiedy kapłani Egiptu wykorzystują zaćmienie Słońca w celu uśmierzenia buntu poddanych).

„Tak zwana ludzkość, mniej więcej na dziesięć tysięcy wołów, baranów, tygrysów i gadów mających człowiecze formy, posiada ledwie jednego prawdziwego człowieka […]. Na taką tedy ludzkość w biegu wieków spadały rozmaite wynalazki: brąz, żelazo, igła magnesowa, druk, machiny parowe i telegrafy elektryczne dostawały się bez żadnego wyboru w ręce geniuszów i idiotów, ludzi szlachetnych i zbrodniarzy… A jaki tego rezultat?… Oto ten, że głupota i występek dostając coraz potężniejsze narzędzia mnożyły się i umacniały, zamiast stopniowo ginąć” – mówi z goryczą Geist, jeden z bohaterów Lalki.

Geist jest nie tylko marzycielem. Zbuntowany naukowiec chciałby naprawić świat nawet kosztem zniszczenia części społeczeństwa:

„Jeżeli ostatecznie znajdę metal lżejszy od powietrza, oddam go tylko prawdziwym ludziom. Niech oni raz zaopatrzą się w broń na swój wyłączny użytek, niechaj ich rasa mnoży się i rośnie w potęgę, a zwierzęta i potwory w ludzkiej postaci niechaj z wolna wyginą” – ostrzega.

Kilkanaście lat później, w powieści „Przemiany”, Prus pokazał, że marzenie genialnego wynalazcy jest nierealne. Wynalazek zostaje przejęty przez wojsko, dostaje się w ręce wywiadu, który zamienia go w broń w celu zdobycia przewagi politycznej.

Pod koniec życia pisarz nie miał już złudzeń. „Czy jutrzejsza machina latająca będzie posłuszna tylko uczciwym i mądrym, nie zaś głupcom i łotrom?” – pytał w jednej z „Kronik tygodniowych” i sam sobie odpowiadał:

„Kto będzie miał dużo pieniędzy, będzie latał wysoko jak kondor, kto mało – nie o wiele prześcignie wróbla, a kto nic – będzie chodził po ziemi jak gęś domowa, którą się parę razy na rok podskubuje. Oczekiwane przewroty społeczne mogą się zredukować do nowej formy gonitw i walk, w których pokonany, w górze, spadając, rozbije głowę spokojnemu na dole…” (Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny” 1901, nr 7).

Dla Nie z Tej Ziemi Andrzej Niewiadowski

Napisane przez

Publicysta, filolog, podróżnik, autor kilku książek o tematyce historycznej i krytyczno-literackiej. Zastępca redaktora naczelnego Adama Hollanka w czasopiśmie „Fantastyka”, współpracownik „Nie z tej Ziemi”. Adiunkt w Zakładzie Literatury XX wielu Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie. Autor licznychprzedmów i artykułów naukowych o fantastyce drukowanych w czasopismach amerykańskich (Locus), austriackich (Quarber Merkur), węgierskich, czeskich i polskich. Przez wiele lat związany z dziennikiem „Rzeczpospolita”, polską sekcją „BBC” w Londynie, Polskim Radiem i Polską Agencją Prasową (PAP). Polski korespondent w Austrii, Czechach, Słowacji i na Węgrzech zwiedził niemal cały świat, pisząc o tajemniczych losach zaginionych cywilizacji.